Opowiadania KHR
piątek, 22 czerwca 2012
Mini ogłoszonko!
Na blogu głównym - klik - pojawiają się od czasu do czasu obrazki dotyczące opowiadania tegoż. Będą tam też informacje o nowych notkach.
poniedziałek, 14 maja 2012
Rozdział IV
Na lotnisku został właśnie ogłoszony przylot samolotu z Włoch. W Japonii panowała dziś dosyć ładna pogoda, słoneczne i bezchmurne niebo, aż kusiło aby pojechać na plażę. Właśnie dziś do kraju kwitnącej wiśni przyleciała pewna obrażona na cały świat pannica. Pannica to nie była zwykłą, pierwsza lepszą dziewczyną przylatująca sobie do Tokio w celach turystycznych. Była to sama głowa najlepszej, najświetniejszej rodziny mafijnej we Włoszech, a możliwe, że nawet na świecie. Była to Sawada Tsunayoshi, która w przypływie wściekłości, ponieważ praktycznie cała jej załoga poszła się (że tak brzydko się wyrażę) pieprzyć, poleciała do swojej matki mieszkającej w Japonii.
Sawada pod przykrywką płomieni mgły do tej pory skrywała przed światem nie tylko swój wygląd, ale i osobowość. Dziewczyna bowiem była wysoką, szczupłą blondynką o perliście bladej cerze, która nie wiadomo jak uchroniła się przed słońcem Włoch. Miała duże błękitne oczy, chyba jej jedyna cecha jaka łączy ją z jej rodzinnym krajem, to te duże oczy. Chociaż nad nimi także można po prowadzić kilka konwersacji, gdyż kształtem nie przypominają skośnych oczu każdego Japończyka, czy ich jastrzębi kształt też wprawia w pewnego rodzaju konsternacja. Młodą głowę rodziny można było by nazwać naprawdę piękną gdyby nie nachmurzenie na twarzy, które psuło cały urok.
Co do osobowości dziewczyny nie można powiedzieć dużo jak na obecną chwilę, chyba tylko to iż jest tajemniczą, aczkolwiek wybuchową dziewczyną. Z przeogromnym temperamentem. Tak zdecydowanie w tym momencie bez kija nie podchodź.
Skierowała się do bramek i ukazała paszport, następnie odebrała swoje bagaże. Nie było tego sporo tylko jedna walizka na kółkach. Kupiła tą walizkę i kilka ubrań na zmianę, resztę kupi na miejscu, ciuchów na lotnisku jak jeszcze była we Włoszech. Troszkę kosmetyków i innych potrzebnych rzeczy. Gdy zostawiała samochód, nie obeszła się bez grzecznego liściku, w którym oznajmia iż ma ich gdzieś, a kluczyki są pod maską. Oczywiście nie zostawiła liściku tak bez żadnych blokad, bo każdy mógł by go ukraść.
ღDrogi Rebornku! <Jak to zabawnie brzmi>
Zostawiam oto ten wóz, który pozwoliłam sobie pożyczyć. Mam nadzieję, że się nie gniewasz? Pojechałam sobie na małe wakacje, wrócę za dziesięć dni od momentu znalezienia listu. <Nie pytaj skąd będę wiedziała, że znalazłeś list.>Ogółem chcę przekazać moim "kochanym" strażnikom, że... mogą iść i się... dobra nie będę owijała w bawełnę... niech idą się pieprzyć.
PS: Kluczyki są pod maską, nie martw się, tą część wiadomości możesz zobaczyć tylko ty.
Ciao, Reborn-kun! ღ
Taki właśnie list zastali strażnicy i Reborn, znajdując list pod jedną z wycieraczek. Samochód znaleźli za pomocą GPS'u podczepionego pod wycieraczką przy przedniej szybie, praktycznie wyglądało to jak jedna z tych ulotek o nauce angielskiego lub nowo otwartej kawiarence.
- Gdzie tą dziewuchę wcięło? - zdenerwował się Mukuro, zdenerwował się, ponieważ włączyli go w akcje poszukiwań.
Ktoś parsknął zirytowany.Oczywiście to był Gokudera. Reborn natomiast, mimo swojej pokerowej twarzy miał w oczach lekkie iskierki rozbawienia oraz dla bardziej spostrzegawczego dostrzegalnym szczegółem były by lekko uniesione kąciki ust.Treść krótka aczkolwiek przepełniona komizmem.
Nagle na kartce pojawiła się mała chibi panda z tabliczką głoszącą Nippon oraz nad głową w chmurce narysowaną buźką ;p. Niema sugestia zdradziła wszystko.
W tym samym momencie poszukiwana dziewczyna podśpiewywała sobie swoją ulubioną piosenkę, jednocześnie słuchając ją sobie w radiu.
Nagle na kartce pojawiła się mała chibi panda z tabliczką głoszącą Nippon oraz nad głową w chmurce narysowaną buźką ;p. Niema sugestia zdradziła wszystko.
W tym samym momencie poszukiwana dziewczyna podśpiewywała sobie swoją ulubioną piosenkę, jednocześnie słuchając ją sobie w radiu.
So hot out the box
Can you pick up the pace?
Turn it up
Heat it up*
Can you pick up the pace?
Turn it up
Heat it up*
Dostrzegła ulicę na której znajdywał się jej dom. Uśmiechnęła się radośnie i ruszyła troszkę żwawszym krokiem w tamtym kierunku.
Śpiewała dalej piosenkę, gdy na drodze stanął jej nie kto inny jak... Enma. Nie poznał jej, ale za to zrozumiał co sobie śpiewała. Jego policzki przybrały lekki odcień purpury. Tsuna natomiast uśmiechnęła się niewinnie i dokończyła pierwszą zwrotkę piosenki, która była dość jednoznaczna.
I need to be entertained
Push the limit
Are you with it?
Baby don’t be afraid
Imma hurt you real good
Let’s go, it’s my show
Baby do what I say
Don’t trip off the glitz
That I’m gonna display*
Push the limit
Are you with it?
Baby don’t be afraid
Imma hurt you real good
Let’s go, it’s my show
Baby do what I say
Don’t trip off the glitz
That I’m gonna display*
I told you Imma hold you down
Until you’re amazed
Give it to you till you’re screaming my name*
Until you’re amazed
Give it to you till you’re screaming my name*
Ostatnią część zaakcentowała, a po chwili uśmiechnęła się w jego stronę promiennie i po machała ręką - może był w zasięgu wzroku, ale wcale nie stał tak blisko jakby się człowiek po treści spodziewał - wołając go.
- Enma-kun! - podeszła do niego troszkę szybciej, nie poznał jej i mocno się zdziwił skąd zna jego imię. - To ja Tsuna - to jedno zdanie wszystko wytłumaczyło, jak i zaszokowało czerwonowłosego. Najwidoczniej nie dotarła do niego wiadomość o prawdziwej płci obecnego bossa Vongoli.
- T-t-tsuna? - zająknął się, nic a nic się nie zmienił. Stary dobry Enma.
- Tak to ja - obróciła się na pięcie wokół własnej osi, prezentując się. - Nie dotarła do ciebie ta informacja? Informacja, że szef Vongoli, okazał się być szefową?
Enma tylko zaprzeczył głową.
- Słyszałem pewne plotki - oznajmił. - Ale nie sądziłem, ze są prawdziwe, a jednak okazały się być prawdą.
Po chwili nagle jakby Enma czegoś się domyślił i zamarł.
- Coś się stało Enma-kun? - zapytał zatroskana dziesiąta głowa Vongoli.
- Nie... tylko zdałem sobie sprawę, że jak walczyliśmy to biłem się i przegrałem z dziewczyną - podrapał się nerwowo po głowie i się zaśmiał. - Teraz nie mogę sobie wyobrazić reakcji Xanxus'a na informację, że i jego pokonała dziewczyna.... - zatrzymał się. - ... kobieta, pokonała go kobieta - poprawił się, po uważniejszym przyjrzeniu się i konsultacji w głowie.
Tsuna zachichotała i delikatnie zarumieniła się. Przypominając sobie o dumie Xanxus'a, faktycznie sytuacja mogła być zabawna i troszkę niebezpieczna, a co do rumieńca, to uwaga o kobiecie doprowadziła do skupienia się krwi na policzkach i lekkim podniesieniu jej temperatury.
- Tak... to mogło być dosyć ciekawe odkrycie - stwierdziła. - Chcesz wpaść do mnie na herbatkę... znaczy do mojej mamy, właśnie tam zmierzam - zaproponowała.
- Damie nie należy odmawiać - odpowiedział, a Tsuna zaczęła delikatnie zmieniać zdanie na temat tego czy Enma faktycznie się nie, nie zmienił.
Poszli w kierunku domu, a Enma ciągnął jej walizkę. Rozmawiali wesoło i wspominali dawne czasy, kiedy dopiero co się poznawali oraz to jak do tego doszło, że Sawada okazała się być dziewczyną.
Tsuna zapukała w drzwi i zaraz usłyszała charakterystyczny, radosny ton matki. Drzwi otworzyły się chwilkę później.
- Ohayo, Tsu-chan! - przywitała się. - Witaj Enma-kun! - przepuściła ich w drzwiach. - Co cię sprowadza do moich skromnych progów?
- Można powiedzieć, że strzeliłam focha, a Enme zaprosiłam na herbatkę - oznajmiła z zawadiackim uśmiechem.
Mama tylko oznajmiła, że idzie zaparzyć herbatkę i zaraz przyniesie jakieś ciastka. Natomiast Tsuna zaprowadziła Enme do salonu.
- Dasz chwilkę, muszę zobaczyć swój stary pokój, ostatnio nie miałam szans go zobaczyć - powiedziała i pobiegła na górę. - Drugie drzwi na lewo od schodów - mówiła sobie w myślach.
Nacisnęła klamkę drzwi prowadzących do jej starego pokoju. Wszystko było takie same. Łóżko stało pod ścianą po prawej stronie pokoju. Biurko przy oknie, a szafa nadal była wbudowana w ścianę. Nawet hamak Reborna i śpiwory Gokudery i Yamamoto leżały na środku pokoju. Dziewczyna zrobiła dwa kroki i miała już zamiar zrobić skok na jej łóżko kiedy potknęła się o jeden ze śpiworów i runęła na ziemię.
- Stare dobre czasy - pomyślała, pomiędzy jękami z powodu bólu kostki.
Nagle usłyszała zaniepokojony krzyk mamy.
- Tsu-chan, wszystko dobrze?
Tsuna podniosła się z ziemi.
- Tak, wszystko jest jak najbardziej ok - odpowiedziała. - Jak najbardziej w porządku - powtórzyła półgłosem.
Kochała ten pokój, mały, ciasny, ale własny. Zawsze coś w nim ją urzekało.
- Trzeba się podnieść, ta podłoga chyba nie jest aż tak wygodna na jaką wygląda - zironizowała i wstała, chociaż zaraz po tym znów upadła gdy przeszywający ból w kostce, ujmę to tak, zwalił ją z nóg. Nie powstrzymała przy tym okrzyku bólu, więc ktoś szybko zjawił się w pokoju.
- Co się stało Tsuna? - zapytał Enma, gdy zobaczył leżącą na ziemi Tsunę.
- Nic, nic... tylko sobie leże, wiesz, ta podłoga jest nawet wygodna - odpowiedziała żartobliwie. - Pomożesz mi wstać, chyba sobie coś w nogę zrobiłam - oznajmiła.
Enma długo nie czekał, od razu wyciągnął przed siebie rękę i delikatnie ujął dłoń Tsuny, by następnie podciągnąć ją do góry. Gdy Tsuna tylko stanęła na nogi, syknęła z bólu, wyraźnie odczuwalnego w kostce.
- Na pewno coś stało się w kostce, a tylko potknęłam się o głupi śpiwór - westchnęła. - Czemu go do tej pory nikt nie sprzątnął? - zapytał retorycznie. Ostatni raz spała w tym pokoju jak miała piętnaście lat.
- Może pójdziemy do lekarza sprawdzić co z nogą? - zaproponował Enma.
Ta uśmiechnęła się.
- Zaraz z zadrapaniem będziecie dzwonić po pogotowie - oznajmiła dalej uśmiechając się i zaczynając lekko chichotać, ale po chwili znów syknęła.
- Idziemy! - oznajmił Enma i wziął ją w ramiona na tzw. księżniczkę lub pannę młodą, gdy przenosi się ją przez drzwi domu.
Tsuna starała się mu oznajmić, że da radę sama, ale w efekcie uszkodziła lekko Enme, gdy na schodach za bardzo się opierała i zlecieli w dół. Efekt był raczej zdumiewający, wręcz szokujący. Tsuna leżała okrakiem na Enmie pod nią, co było dosyć dwuznaczną pozycją, ale to iż jeszcze ich usta były połączone w dosyć wyraźnym pocałunku, wręcz ich sparaliżowało. Po jakiś dwóch minutach szoku wstali, a raczej Enma wstał i tym razem Tsuna bez oporów była trzymana, tym razem na plecach.
- To może my już pójdziemy do tego lekarza - oznajmił Enma, nim Tsuna razem z Enmą opuścili dom, zostawili liścik gdzie idą.
Nie widzieli chichoczącej mamy schowanej za rogiem kuchni.
* - jest to piosenka Adama Lamberta - For your Entertainment
Dodam obrazek, który znalazłam przypadkiem, ale całkiem uroczy.
Dziękuje za przeczytanie rozdziału oraz liczę na komentarze. ;D
Oto lin do obrazka : Patrz tu
- Ohayo, Tsu-chan! - przywitała się. - Witaj Enma-kun! - przepuściła ich w drzwiach. - Co cię sprowadza do moich skromnych progów?
- Można powiedzieć, że strzeliłam focha, a Enme zaprosiłam na herbatkę - oznajmiła z zawadiackim uśmiechem.
Mama tylko oznajmiła, że idzie zaparzyć herbatkę i zaraz przyniesie jakieś ciastka. Natomiast Tsuna zaprowadziła Enme do salonu.
- Dasz chwilkę, muszę zobaczyć swój stary pokój, ostatnio nie miałam szans go zobaczyć - powiedziała i pobiegła na górę. - Drugie drzwi na lewo od schodów - mówiła sobie w myślach.
Nacisnęła klamkę drzwi prowadzących do jej starego pokoju. Wszystko było takie same. Łóżko stało pod ścianą po prawej stronie pokoju. Biurko przy oknie, a szafa nadal była wbudowana w ścianę. Nawet hamak Reborna i śpiwory Gokudery i Yamamoto leżały na środku pokoju. Dziewczyna zrobiła dwa kroki i miała już zamiar zrobić skok na jej łóżko kiedy potknęła się o jeden ze śpiworów i runęła na ziemię.
- Stare dobre czasy - pomyślała, pomiędzy jękami z powodu bólu kostki.
Nagle usłyszała zaniepokojony krzyk mamy.
- Tsu-chan, wszystko dobrze?
Tsuna podniosła się z ziemi.
- Tak, wszystko jest jak najbardziej ok - odpowiedziała. - Jak najbardziej w porządku - powtórzyła półgłosem.
Kochała ten pokój, mały, ciasny, ale własny. Zawsze coś w nim ją urzekało.
- Trzeba się podnieść, ta podłoga chyba nie jest aż tak wygodna na jaką wygląda - zironizowała i wstała, chociaż zaraz po tym znów upadła gdy przeszywający ból w kostce, ujmę to tak, zwalił ją z nóg. Nie powstrzymała przy tym okrzyku bólu, więc ktoś szybko zjawił się w pokoju.
- Co się stało Tsuna? - zapytał Enma, gdy zobaczył leżącą na ziemi Tsunę.
- Nic, nic... tylko sobie leże, wiesz, ta podłoga jest nawet wygodna - odpowiedziała żartobliwie. - Pomożesz mi wstać, chyba sobie coś w nogę zrobiłam - oznajmiła.
Enma długo nie czekał, od razu wyciągnął przed siebie rękę i delikatnie ujął dłoń Tsuny, by następnie podciągnąć ją do góry. Gdy Tsuna tylko stanęła na nogi, syknęła z bólu, wyraźnie odczuwalnego w kostce.
- Na pewno coś stało się w kostce, a tylko potknęłam się o głupi śpiwór - westchnęła. - Czemu go do tej pory nikt nie sprzątnął? - zapytał retorycznie. Ostatni raz spała w tym pokoju jak miała piętnaście lat.
- Może pójdziemy do lekarza sprawdzić co z nogą? - zaproponował Enma.
Ta uśmiechnęła się.
- Zaraz z zadrapaniem będziecie dzwonić po pogotowie - oznajmiła dalej uśmiechając się i zaczynając lekko chichotać, ale po chwili znów syknęła.
- Idziemy! - oznajmił Enma i wziął ją w ramiona na tzw. księżniczkę lub pannę młodą, gdy przenosi się ją przez drzwi domu.
Tsuna starała się mu oznajmić, że da radę sama, ale w efekcie uszkodziła lekko Enme, gdy na schodach za bardzo się opierała i zlecieli w dół. Efekt był raczej zdumiewający, wręcz szokujący. Tsuna leżała okrakiem na Enmie pod nią, co było dosyć dwuznaczną pozycją, ale to iż jeszcze ich usta były połączone w dosyć wyraźnym pocałunku, wręcz ich sparaliżowało. Po jakiś dwóch minutach szoku wstali, a raczej Enma wstał i tym razem Tsuna bez oporów była trzymana, tym razem na plecach.
- To może my już pójdziemy do tego lekarza - oznajmił Enma, nim Tsuna razem z Enmą opuścili dom, zostawili liścik gdzie idą.
Nie widzieli chichoczącej mamy schowanej za rogiem kuchni.
* - jest to piosenka Adama Lamberta - For your Entertainment
Dodam obrazek, który znalazłam przypadkiem, ale całkiem uroczy.
Dziękuje za przeczytanie rozdziału oraz liczę na komentarze. ;D
Oto lin do obrazka : Patrz tu
wtorek, 8 maja 2012
Dziś wielki dzień - oraz wielkie sorry...
Uwaga!
Chcę oznajmić, że dziś na moim blogu doszło do wielkiego święta, otóż... Mamy już 1000 wejść, gratulacje dla chętnych i oczekujących.
Wiem, że notka nie pojawiła się praktycznie od roku, ale to po prostu dla mnie trudny rok - matury, tabuny dodatkowych zajęć, szkoła, po prostu maskara. Oznajmiam że już nie długo ujawni się nowa notka, przysięgam iż do końca maja pojawi się choćby najkrótsza, ale jednak jakaś.
Wielkie sorry i do kolejnego znaku, że jednak żyje. Wiecie co? Komentarze nawet pod starymi notkami zostaną zauważone i docenione szybszym dodaniem posta, a więc tylko zachecam do komentowania tych trzech rozdziałów, które do tej pory powstały.
PS: Wiem, że są nie najlepszej jakości, ale te które miałam zapisane - tak mogły się notki pojawić już dawno temu - zostały pochłonięte przez wirus w starym komputerze, w którym się profesorek popsuł. ;((
środa, 4 kwietnia 2012
Mam duży dylemat...
Otóż
napisałam trzy wersje kolejnego rozdziału i nie mogę się zdecydować... naprawdę. To co umieszczę decyduje o dalszej akcji!!!
Jestem zdesperowana do tego aby napisać jeszcze jedną wersje, którą przemyśle i umieszczę. No bo ile można czekać!
A teraz, odpowiedź: Tak mogę wysyłać wiadomości o notkach na maile i na gg, niestety skape nie mam. Nawet nie wiem jak się pisze tego skajpaja ;D.
Numery GG lub maile proszę zostawić w komentarzach!
I jeszcze jedno: Komentarze nakłaniają mnie do pisania, a wiec więcej komentarzy więcej notek. ;p
PS: Notek nie było, ponieważ w moim kompku przez nieznane mi moce zepsuła się płyta główna, to takie moje tłumaczenie.
PS: Notek nie było, ponieważ w moim kompku przez nieznane mi moce zepsuła się płyta główna, to takie moje tłumaczenie.
niedziela, 22 stycznia 2012
Sorry
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale wytłumaczę się jednym słowem - szkoła.
Jeśli ktoś chce być powiadamianym o postach, które pojawiają się raz na ruski rok należy zostawić swój numer gg.
A teraz coś przed czym nie mogłam się pohamować:
Proszę państwa, przed wami "Dama z Pingwinem"
Jeśli ktoś chce być powiadamianym o postach, które pojawiają się raz na ruski rok należy zostawić swój numer gg.
A teraz coś przed czym nie mogłam się pohamować:
Proszę państwa, przed wami "Dama z Pingwinem"
Dziękuje za uwagę!
Czy wy też rozpoznajecie tego pingwina?:D
środa, 2 listopada 2011
Rozdział III
piątek, godzina 18, pażdziernik
Kiedy na powrót otworzyłam oczy, otaczało mnie intensywne światło. Znajdowałam się w nieznanej sobie sali, całej w bieli. Najbliższą ścianę przysłaniały pionowe żaluzje, nad moją głową wisiały oślepiające mnie lampy. Leżałam na dziwnym łóżku - twardym, z poręczami, o kilku segmentach nachylonych pod różnym kątem. Poduszki były płaskie, a ich wypełnienie zbrylone. Przy moim uchu coś irytująco pikało. Mogłam mieć tylko nadzieję, że oznacza to, iż jeszcze żyję - normalnie, według tego co mówiła moja mama, po takim nadużyciu mocy osoba zazwyczaj kituje. Nie spodziewałam się zresztą podobnych niewygód po śmierci.
Od moich dłoni biegły przezroczyste rurki, czułam też, że mam coś przyklejonego do twarzy pod nosem. Podniosłam rękę, żeby się tego pozbyć.
- Ani mi się waż! - usłyszałam surowy głos mojej matki.
- Mama? - a któż by inny, odwróciłam odrobinę głowę. Mimo, że przez chwile zdenerwowana twarz mamy wyrażała smutek - Mamo, jak my dawno się nie widziałyśmy.- chciałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji
- Nie zmieniaj mi tu tematu. - skarciła mnie - Mogłaś umrzeć, wiesz jakie to niebezpieczne.
- Dobrze nie będę już tego robić. - powiedziałam, wiedząc, że i tak nie dotrzymam słowa.
- Tsu-chan, tak się bałam!
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Jakieś trzy tygodnie... - powiedziała, jakby mówiła o pogodzie
- JAKIEŚ? Jak dla mnie to długo, od dwóch tygodni powinnam być już we Włoszech.- warknęłam
- Szczerze, miałaś być o wiele krócej, ale przytrzymali cie w takim stanie nieco dłużej.- powiedziała - Masz nie wiadomo jak powstałe obrażenia na całym ciele.
- Wiem. - Czułam je aż za dobrze - I co tam słychać w Namimori?
- Znów zmieniasz temat! Ile razy ci powtarzałam, że masz tego nie robić! Czy to aż tak trudne?!
Jedyne co zrobiłam to tylko głupkowato się uśmiechnęłam, a potem syknęłam z bólu, ponieważ próbowałam założyć dłonie na krzyż na klatce piersiowej w geście mówiącym "mów se ile chcesz i tak mam to w dup... znaczy gdzieś". Potem do sali weszła pielęgniarka i ogłosiła koniec wizyt. Mama choć niechętnie wyszła z sali rzucając krótkie "do jutra" i sobie poszła. Od razu padłam na łóżko i starałam się uspokoić drgawki. Ostatecznie przegrałam tą bitwę i oddała się w objęcia snu.
Trzy miesiące później...
Wreszcie wypuścili mnie ze szpitala. Jestem taka szczęśliwa. Dziś znów dostałam całą górę papierów do wypełnienia, po prostu to kocham. Ta, jestem pracoholiczką. Muszę po nie iść do gabinetu. Aktualnie rezydent-uje tam Hayato, ponieważ to on zajmował się papierkową robotą, gdy mnie nie było. Właśnie weszłam do gabinetu:
- Gokudera-kun słyszałam, że masz coś... dla mnie? - przerwałam, ponieważ to co zobaczyłam zaskoczyło mnie niesłychanie, ale ja oczywiście udam, że się tego spodziewałam. A no właśnie, co mnie niby tak zaskoczyło? Otóż zaskoczył mnie widok dwóch mężczyzn siedzących na biurku w dwuznacznej pozycji. Hayato siedzący okrakiem na Takeshim. Oboje mający porozpinane koszule, a jeden z nich miał rumiane policzki. Czyli oznaczało, że ta dwuznaczna pozycja oznaczała tylko jedno... Zamierzali robić to na moim biurku. No i masz babo placek, jestem teraz po tych domysłach bardziej czerwona niż piwonia. - To ja nie będę przeszkadzać. - powiedziałam, a oni speszyli się i wybiegłam z gabinetu.
Biegłam i nie zwracałam uwagi gdzie. Moje serce waliło jak nie wiem co, przez to co zauważyłam. Nie jestem homofobem, ale tego to się nie spodziewałam we własnej rodzinie - fakt, że mafijna, ale jednak rodzina.
Gdy tak sobie pędziłam, nie zauważyłam, że przede mną stoi sam boss Varii. W mym zwyczaju jest wpadać na ludzi, więc jak zwykle musiało do tego dojść. Gdy doszło do zderzenia, siła z jaką na niego wpadałam, odrzuciłam mnie do tyłu. I upadłam na moją biedną pupę. Spojrzałam na niego. Pierwsze co ujrzałam to mord w oczach (PS: podobno ja tak patrze gdy ktoś powie jakiś wredny komentarz na mój temat - dop. od autorki), a potem zdziwienie.
- Co tu robisz brat*? - warknął na mnie, ja mu dam warczeć. Jak chcę posłuchać warczenia to idę do jakiegoś schroniska dla psów i se słucham, a nie ten mi warczy, bo se wpadłam na niego.
- Wpadam na ciebie. - odpowiedziałam z ironią w głosie - A co cie sprowadza do moich jakże skromnych progów? - w moim głosie było słychać jawną irytacje, ale nie spowodowaną przez niego, lecz przez fakt, że teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie. Dlaczego, ponieważ nie będę mogła pracować normalnie ze świadomością, że robili to teoretycznie na każdym meblu w gabinecie.
- Co ty taka wkurzona "szefie"? - zaakcentował kpiną ostatnie słowo
- Nie twój zakichany interes! - już miałam go wyminąć, ale zostałam zatrzymana przez jego silną dłoń - Czego?!
- Jeszcze chwilę temu byłaś w skowronkach, a po kilku sekundach w gabinecie, masz ochotę zabić każdego w promieniu 5 mil. Co tam takiego zobaczyłaś? Ktoś wykonał całą robotę za ciebie? - skąd on wie o moim pracoholizmie?
- Serio chcesz wiedzieć? - uśmiechnęłam się iście diabelnie, ten tylko zaskoczony takim obrotem sprawy kiwnął głową - A, więc z równowagi wyprowadzili mnie pewni mężczyźni w dwuznacznej pozycji, migdalący się na moim kochanym biurku! - na początku mówiłam spokojnie, ale z każdym kolejnym słowem mój głos przypominał wściekły do granic możliwości, a moje spojrzenie przypominało spojrzenie wygłodniałego bazyliszka. - I to by było na tyle, teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie, bo ta świadomość mnie wykończy. - teraz spokojnie go wyminęłam, ponieważ lekko zszokowany moją szczerością, tym razem mnie nie zatrzymał.
Gdy byłam na dolę szukałam pewnej bardzo ważnej dla mnie rzeczy.
- Lussuria widziałeś mój katalog Castorama?! - krzyknęłam na dół, bo akurat przechodził, pokiwał głową - A może chociaż Ikea? - zapytał ze smutkiem w głosie, ponownie pokiwał głową.
Odchodząc, strąciłam wazon. Spojrzałam na dół i ujrzałam, że ten wazon jest, a raczej był Reborna. Zaklęłam pod nosem. Zrzedłam do gabinetu Hibari'ego. Zapukałam, bo kultura tego wymaga, ale ponieważ nikt nie otworzył postanowiłam zapukać "nieco głośniej". Uniosłam nogę do tyłu i z całej siły kopnęłam w drzwi. Nawet nie drgnęły. A mnie noga tak na... boli.
- Kurka! Antywłamaniowe! - krzyknęłam, a potem wydzierałam się w niebo głosy jak to przeklinam tych napaleńców. - Że musieli robić to w moim gabinecie!
Nagle otworzyły się drzwi Hibari'ego i wyszedł z nich Mukuro. Mam wrażenie, że dziś mam niebywałego pecha. Jak nie wpadam na członków Varii to na jakiś napaleńców. Nie no! Jestem chyba po za Varią jedyną singiel-ką w tej rodzince, nawet Dino ma swoją lubą.
Nie no ja dziś muszę narozrabiać, o tak. Skończmy z tym ponuractwem. Nie będę się irytować w tym otoczeniu.
Ruszyłam do garażu co chwilę fukając jak wściekła kotka. Zeskakiwałam co trzeci schodek.Gdy tylko dotarłam do mojego autka.Wsiadłam w nie, uprzednio otwierając garaż, wyjechałam z piskiem. I już mnie nie było...
Co będzie dalej...
^*^*^*^*^*^*^*^*^
Ale ze mnie hamidło, nie dość, że nie piszę przez taki długi okres czasu to jeszcze urywa w takim momencie.
W następnej części Tsu-chan da popalić swoim strażnikom (-;
Kiedy na powrót otworzyłam oczy, otaczało mnie intensywne światło. Znajdowałam się w nieznanej sobie sali, całej w bieli. Najbliższą ścianę przysłaniały pionowe żaluzje, nad moją głową wisiały oślepiające mnie lampy. Leżałam na dziwnym łóżku - twardym, z poręczami, o kilku segmentach nachylonych pod różnym kątem. Poduszki były płaskie, a ich wypełnienie zbrylone. Przy moim uchu coś irytująco pikało. Mogłam mieć tylko nadzieję, że oznacza to, iż jeszcze żyję - normalnie, według tego co mówiła moja mama, po takim nadużyciu mocy osoba zazwyczaj kituje. Nie spodziewałam się zresztą podobnych niewygód po śmierci.
Od moich dłoni biegły przezroczyste rurki, czułam też, że mam coś przyklejonego do twarzy pod nosem. Podniosłam rękę, żeby się tego pozbyć.
- Ani mi się waż! - usłyszałam surowy głos mojej matki.
- Mama? - a któż by inny, odwróciłam odrobinę głowę. Mimo, że przez chwile zdenerwowana twarz mamy wyrażała smutek - Mamo, jak my dawno się nie widziałyśmy.- chciałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji
- Nie zmieniaj mi tu tematu. - skarciła mnie - Mogłaś umrzeć, wiesz jakie to niebezpieczne.
- Dobrze nie będę już tego robić. - powiedziałam, wiedząc, że i tak nie dotrzymam słowa.
- Tsu-chan, tak się bałam!
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Jakieś trzy tygodnie... - powiedziała, jakby mówiła o pogodzie
- JAKIEŚ? Jak dla mnie to długo, od dwóch tygodni powinnam być już we Włoszech.- warknęłam
- Szczerze, miałaś być o wiele krócej, ale przytrzymali cie w takim stanie nieco dłużej.- powiedziała - Masz nie wiadomo jak powstałe obrażenia na całym ciele.
- Wiem. - Czułam je aż za dobrze - I co tam słychać w Namimori?
- Znów zmieniasz temat! Ile razy ci powtarzałam, że masz tego nie robić! Czy to aż tak trudne?!
Jedyne co zrobiłam to tylko głupkowato się uśmiechnęłam, a potem syknęłam z bólu, ponieważ próbowałam założyć dłonie na krzyż na klatce piersiowej w geście mówiącym "mów se ile chcesz i tak mam to w dup... znaczy gdzieś". Potem do sali weszła pielęgniarka i ogłosiła koniec wizyt. Mama choć niechętnie wyszła z sali rzucając krótkie "do jutra" i sobie poszła. Od razu padłam na łóżko i starałam się uspokoić drgawki. Ostatecznie przegrałam tą bitwę i oddała się w objęcia snu.
Trzy miesiące później...
Wreszcie wypuścili mnie ze szpitala. Jestem taka szczęśliwa. Dziś znów dostałam całą górę papierów do wypełnienia, po prostu to kocham. Ta, jestem pracoholiczką. Muszę po nie iść do gabinetu. Aktualnie rezydent-uje tam Hayato, ponieważ to on zajmował się papierkową robotą, gdy mnie nie było. Właśnie weszłam do gabinetu:
- Gokudera-kun słyszałam, że masz coś... dla mnie? - przerwałam, ponieważ to co zobaczyłam zaskoczyło mnie niesłychanie, ale ja oczywiście udam, że się tego spodziewałam. A no właśnie, co mnie niby tak zaskoczyło? Otóż zaskoczył mnie widok dwóch mężczyzn siedzących na biurku w dwuznacznej pozycji. Hayato siedzący okrakiem na Takeshim. Oboje mający porozpinane koszule, a jeden z nich miał rumiane policzki. Czyli oznaczało, że ta dwuznaczna pozycja oznaczała tylko jedno... Zamierzali robić to na moim biurku. No i masz babo placek, jestem teraz po tych domysłach bardziej czerwona niż piwonia. - To ja nie będę przeszkadzać. - powiedziałam, a oni speszyli się i wybiegłam z gabinetu.
Biegłam i nie zwracałam uwagi gdzie. Moje serce waliło jak nie wiem co, przez to co zauważyłam. Nie jestem homofobem, ale tego to się nie spodziewałam we własnej rodzinie - fakt, że mafijna, ale jednak rodzina.
Gdy tak sobie pędziłam, nie zauważyłam, że przede mną stoi sam boss Varii. W mym zwyczaju jest wpadać na ludzi, więc jak zwykle musiało do tego dojść. Gdy doszło do zderzenia, siła z jaką na niego wpadałam, odrzuciłam mnie do tyłu. I upadłam na moją biedną pupę. Spojrzałam na niego. Pierwsze co ujrzałam to mord w oczach (PS: podobno ja tak patrze gdy ktoś powie jakiś wredny komentarz na mój temat - dop. od autorki), a potem zdziwienie.
- Co tu robisz brat*? - warknął na mnie, ja mu dam warczeć. Jak chcę posłuchać warczenia to idę do jakiegoś schroniska dla psów i se słucham, a nie ten mi warczy, bo se wpadłam na niego.
- Wpadam na ciebie. - odpowiedziałam z ironią w głosie - A co cie sprowadza do moich jakże skromnych progów? - w moim głosie było słychać jawną irytacje, ale nie spowodowaną przez niego, lecz przez fakt, że teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie. Dlaczego, ponieważ nie będę mogła pracować normalnie ze świadomością, że robili to teoretycznie na każdym meblu w gabinecie.
- Co ty taka wkurzona "szefie"? - zaakcentował kpiną ostatnie słowo
- Nie twój zakichany interes! - już miałam go wyminąć, ale zostałam zatrzymana przez jego silną dłoń - Czego?!
- Jeszcze chwilę temu byłaś w skowronkach, a po kilku sekundach w gabinecie, masz ochotę zabić każdego w promieniu 5 mil. Co tam takiego zobaczyłaś? Ktoś wykonał całą robotę za ciebie? - skąd on wie o moim pracoholizmie?
- Serio chcesz wiedzieć? - uśmiechnęłam się iście diabelnie, ten tylko zaskoczony takim obrotem sprawy kiwnął głową - A, więc z równowagi wyprowadzili mnie pewni mężczyźni w dwuznacznej pozycji, migdalący się na moim kochanym biurku! - na początku mówiłam spokojnie, ale z każdym kolejnym słowem mój głos przypominał wściekły do granic możliwości, a moje spojrzenie przypominało spojrzenie wygłodniałego bazyliszka. - I to by było na tyle, teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie, bo ta świadomość mnie wykończy. - teraz spokojnie go wyminęłam, ponieważ lekko zszokowany moją szczerością, tym razem mnie nie zatrzymał.
Gdy byłam na dolę szukałam pewnej bardzo ważnej dla mnie rzeczy.
- Lussuria widziałeś mój katalog Castorama?! - krzyknęłam na dół, bo akurat przechodził, pokiwał głową - A może chociaż Ikea? - zapytał ze smutkiem w głosie, ponownie pokiwał głową.
Odchodząc, strąciłam wazon. Spojrzałam na dół i ujrzałam, że ten wazon jest, a raczej był Reborna. Zaklęłam pod nosem. Zrzedłam do gabinetu Hibari'ego. Zapukałam, bo kultura tego wymaga, ale ponieważ nikt nie otworzył postanowiłam zapukać "nieco głośniej". Uniosłam nogę do tyłu i z całej siły kopnęłam w drzwi. Nawet nie drgnęły. A mnie noga tak na... boli.
- Kurka! Antywłamaniowe! - krzyknęłam, a potem wydzierałam się w niebo głosy jak to przeklinam tych napaleńców. - Że musieli robić to w moim gabinecie!
Nagle otworzyły się drzwi Hibari'ego i wyszedł z nich Mukuro. Mam wrażenie, że dziś mam niebywałego pecha. Jak nie wpadam na członków Varii to na jakiś napaleńców. Nie no! Jestem chyba po za Varią jedyną singiel-ką w tej rodzince, nawet Dino ma swoją lubą.
Nie no ja dziś muszę narozrabiać, o tak. Skończmy z tym ponuractwem. Nie będę się irytować w tym otoczeniu.
Ruszyłam do garażu co chwilę fukając jak wściekła kotka. Zeskakiwałam co trzeci schodek.Gdy tylko dotarłam do mojego autka.Wsiadłam w nie, uprzednio otwierając garaż, wyjechałam z piskiem. I już mnie nie było...
Co będzie dalej...
^*^*^*^*^*^*^*^*^
Ale ze mnie hamidło, nie dość, że nie piszę przez taki długi okres czasu to jeszcze urywa w takim momencie.
W następnej części Tsu-chan da popalić swoim strażnikom (-;
VeeVenea
sobota, 8 października 2011
Bez strachu!
Ludziska notka pojawić się może wieczorem w niedziele jeśli dobrze pójdzie, bo mam już 20 linijek.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)