środa, 2 listopada 2011

Rozdział III

piątek, godzina 18, pażdziernik


Kiedy na powrót otworzyłam oczy, otaczało mnie intensywne światło. Znajdowałam się w nieznanej sobie sali, całej w bieli. Najbliższą ścianę przysłaniały pionowe żaluzje, nad moją głową wisiały oślepiające mnie lampy. Leżałam na dziwnym łóżku - twardym, z poręczami, o kilku segmentach nachylonych pod różnym kątem. Poduszki były płaskie, a ich wypełnienie zbrylone. Przy moim uchu coś irytująco pikało. Mogłam mieć tylko nadzieję, że oznacza to, iż jeszcze żyję - normalnie, według tego co mówiła moja mama, po takim nadużyciu mocy osoba zazwyczaj kituje. Nie spodziewałam się zresztą podobnych niewygód po śmierci.
Od moich dłoni biegły przezroczyste rurki, czułam też, że mam coś przyklejonego do twarzy pod nosem. Podniosłam rękę, żeby się tego pozbyć.
 - Ani mi się waż! - usłyszałam surowy głos mojej matki.
- Mama? - a któż by inny, odwróciłam odrobinę głowę. Mimo, że przez chwile zdenerwowana twarz mamy wyrażała smutek - Mamo, jak my dawno się nie widziałyśmy.- chciałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji
- Nie zmieniaj mi tu tematu. - skarciła mnie - Mogłaś umrzeć, wiesz jakie to niebezpieczne.
- Dobrze nie będę już tego robić. - powiedziałam, wiedząc, że i tak nie dotrzymam słowa.
- Tsu-chan, tak się bałam!
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Jakieś trzy tygodnie... - powiedziała, jakby mówiła o pogodzie
- JAKIEŚ? Jak dla mnie to długo, od dwóch tygodni powinnam być już we Włoszech.- warknęłam
- Szczerze, miałaś być o wiele krócej, ale przytrzymali cie w takim stanie nieco dłużej.- powiedziała - Masz nie wiadomo jak powstałe obrażenia na całym ciele.
- Wiem. - Czułam je aż za dobrze - I co tam słychać w Namimori?
- Znów zmieniasz temat! Ile razy ci powtarzałam, że masz tego nie robić! Czy to aż tak trudne?!
Jedyne co zrobiłam to tylko głupkowato się uśmiechnęłam, a potem syknęłam z bólu, ponieważ próbowałam założyć dłonie na krzyż na klatce piersiowej w geście mówiącym "mów se ile chcesz i tak mam to w dup... znaczy gdzieś".  Potem do sali weszła pielęgniarka i ogłosiła koniec wizyt. Mama choć niechętnie wyszła z sali rzucając krótkie "do jutra" i sobie poszła. Od razu padłam na łóżko i starałam się uspokoić drgawki. Ostatecznie przegrałam tą bitwę i oddała się w objęcia snu.


Trzy miesiące później...


Wreszcie wypuścili mnie ze szpitala. Jestem taka szczęśliwa. Dziś znów dostałam całą górę papierów do wypełnienia, po prostu to kocham. Ta, jestem pracoholiczką. Muszę po nie iść do gabinetu. Aktualnie rezydent-uje tam Hayato, ponieważ to on zajmował się papierkową robotą, gdy mnie nie było. Właśnie weszłam do gabinetu:
- Gokudera-kun słyszałam, że masz coś... dla mnie? - przerwałam, ponieważ to co zobaczyłam zaskoczyło mnie niesłychanie, ale ja oczywiście udam, że się tego spodziewałam. A no właśnie, co mnie niby tak zaskoczyło? Otóż zaskoczył mnie widok dwóch mężczyzn siedzących na biurku w dwuznacznej pozycji. Hayato siedzący okrakiem na Takeshim. Oboje mający porozpinane koszule, a jeden z  nich miał rumiane policzki. Czyli oznaczało, że ta dwuznaczna pozycja oznaczała tylko jedno... Zamierzali robić to na moim biurku. No i masz babo placek, jestem teraz po tych domysłach bardziej czerwona niż piwonia. - To ja nie będę przeszkadzać. - powiedziałam, a oni speszyli się i wybiegłam z gabinetu. 
Biegłam i nie zwracałam uwagi gdzie. Moje serce waliło jak nie wiem co, przez to co zauważyłam. Nie jestem homofobem, ale tego to się nie spodziewałam we własnej rodzinie - fakt, że mafijna, ale jednak rodzina. 
Gdy tak sobie pędziłam, nie zauważyłam, że przede mną stoi sam boss Varii. W mym zwyczaju jest wpadać na ludzi, więc jak zwykle musiało do tego dojść. Gdy doszło do zderzenia, siła z jaką na niego wpadałam, odrzuciłam mnie do tyłu. I upadłam na moją biedną pupę. Spojrzałam na niego. Pierwsze co ujrzałam to mord w oczach (PS: podobno ja tak patrze gdy ktoś powie jakiś wredny komentarz na mój temat - dop. od autorki), a potem zdziwienie.
- Co tu robisz brat*? - warknął na mnie, ja mu dam warczeć. Jak chcę posłuchać warczenia to idę do jakiegoś schroniska dla psów i se słucham, a nie ten mi warczy, bo se wpadłam na niego.
- Wpadam na ciebie. - odpowiedziałam z ironią w głosie - A co cie sprowadza do moich jakże skromnych progów? - w moim głosie było słychać jawną irytacje, ale nie spowodowaną przez niego, lecz przez fakt, że teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie. Dlaczego, ponieważ nie będę mogła pracować normalnie ze świadomością, że robili to teoretycznie na każdym meblu w gabinecie.
- Co ty taka wkurzona "szefie"? - zaakcentował kpiną ostatnie słowo
- Nie twój zakichany interes! - już miałam go wyminąć, ale zostałam zatrzymana przez jego silną dłoń - Czego?!
- Jeszcze chwilę temu byłaś w skowronkach, a po kilku sekundach w gabinecie, masz ochotę zabić każdego w promieniu 5 mil. Co tam takiego zobaczyłaś? Ktoś wykonał całą robotę za ciebie? - skąd on wie o moim pracoholizmie? 
- Serio chcesz wiedzieć? - uśmiechnęłam się iście diabelnie, ten tylko zaskoczony takim obrotem sprawy kiwnął głową - A, więc z równowagi wyprowadzili mnie pewni mężczyźni w dwuznacznej pozycji, migdalący się na moim kochanym biurku! - na początku mówiłam spokojnie, ale z każdym kolejnym słowem mój głos przypominał wściekły do granic możliwości, a moje spojrzenie przypominało spojrzenie wygłodniałego bazyliszka. - I to by było na tyle, teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie, bo ta świadomość mnie wykończy. - teraz spokojnie go wyminęłam, ponieważ lekko zszokowany moją szczerością, tym razem mnie nie zatrzymał. 
Gdy byłam na dolę szukałam pewnej bardzo ważnej dla mnie rzeczy.
- Lussuria widziałeś mój katalog Castorama?! - krzyknęłam na dół, bo akurat przechodził, pokiwał głową - A może chociaż Ikea? - zapytał ze smutkiem w głosie, ponownie pokiwał głową.
Odchodząc, strąciłam wazon. Spojrzałam na dół i ujrzałam, że ten wazon jest, a raczej był Reborna. Zaklęłam pod nosem. Zrzedłam do gabinetu Hibari'ego. Zapukałam, bo kultura tego wymaga, ale ponieważ nikt nie otworzył postanowiłam zapukać "nieco głośniej". Uniosłam nogę do tyłu i z całej siły kopnęłam w drzwi. Nawet nie drgnęły. A mnie noga tak na... boli. 
- Kurka! Antywłamaniowe! - krzyknęłam, a potem wydzierałam się w niebo głosy  jak to przeklinam tych napaleńców. - Że musieli robić to w moim gabinecie!
Nagle otworzyły się drzwi Hibari'ego i wyszedł z nich Mukuro. Mam wrażenie, że dziś mam niebywałego pecha. Jak nie wpadam na członków Varii to na jakiś napaleńców. Nie no! Jestem chyba po za Varią jedyną singiel-ką w tej rodzince, nawet Dino ma swoją lubą.


Nie no ja dziś muszę narozrabiać, o tak. Skończmy z tym ponuractwem. Nie będę się irytować w tym otoczeniu.
Ruszyłam do garażu co chwilę fukając jak wściekła kotka. Zeskakiwałam co trzeci schodek.Gdy tylko dotarłam do mojego autka.Wsiadłam w nie, uprzednio otwierając garaż, wyjechałam z piskiem. I już mnie nie było...


Co będzie dalej...


^*^*^*^*^*^*^*^*^


Ale ze mnie hamidło, nie dość, że nie piszę przez taki długi okres czasu to jeszcze urywa w takim momencie.


W następnej części Tsu-chan da popalić swoim strażnikom (-;


VeeVenea

sobota, 8 października 2011

Bez strachu!

Ludziska notka pojawić się może wieczorem w niedziele jeśli dobrze pójdzie, bo mam już 20 linijek.

piątek, 30 września 2011

...

 Cześć!
     Chciałabym dowiedzieć się od was co wam się podoba w moim opowiadaniu, a i jeszcze jedno prosiłabym, aby osoby, które czytają moje wpisy przyznawały się do tego, że czytały w postaci komentarzy.
PS: Komentarze sprawią, że notki będą szybciej, a jak mawiała pewna mądra osoba komentarze są jak pokarm dla weny.
PS^2: Jak napiszecie co wam się podoba, a co nie to będę wiedzieć co mam poprawić, a co zostawić w spokoju.
Ślę całuski  VampireVenom lub  prosiłabym,
 aby zwracać się do mnie VeeVenea, bo taką mam ksywę u kumpli.

środa, 28 września 2011

Rozdział II - Porwanie i choroba.

Rozdział lekko chory (tak jestem przeziębiona, jak to mawiam to tylko zapalenie płuc)   








   Szłam sobie i nuciłam piosenkę "Bring me to life" , rozmyślałam sobie, co by było gdyby nie płynęła we mnie Vongolska krew. po chwili pomyslałam "byłabym taka sama". Bo co miało się zmienić, ponieważ została jeszcze rodzina mojej matki, która należała także do spraw tego pokroju tylko w tym wypadku chodziło o tzw. "Ród Wiedźm" lub jak nazywają to w Japonii "Klan Demonów".Rodzina mojej matki słynęła z umiejętności paranormalnych lub psychokinezy, czy jakoś tam. Rodzina mojej matki wywodzi się po części z Francji właśnie dlatego mam taki arogancki charakterek, który bardzo lubię.  Właśnie dochodziłam do mojego domu, gdy nagle poczułam ból głowy - z tyłu głowy -poczułam dziwną pustkę w głowie, a potem ciemność. Zemdlałam.


 Gdzie ja jestem?... Jest tak chłodno i twardo. Wszystko mnie boli, a w dodatku jestem lekko odrętwiała. Czy to piekło? Czy już umarłam? Nie, raczej nie, ponieważ mogłabym się poruszać. Moje ręce... były... skute?! Czekaj no niech sobie przypomnę. Byłam... w drodze do domu,a potem poczułam ból i zobaczyłam przeraźliwą ciemność"BUM". Ktoś  mnie zaatakował i ogłuszył. Nic dalej nie pamiętam. Uchyliłam powieki i od razu je zamknęłam. Oślepiło mnie światło. Chwila... Światło?! Chwila gdzie ja jestem?!


 Ponownie otworzyłam oczy, lecz tym razem starałam się wytrzymać mocne światła.Przechyliłam głowę na prawo i doznałam szoku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie był to na pewno mój przytulny pokoik w domu mojej mamy, ani  luksusowy apartament w bazie Vongoli. Było to ciemne miejsce oświetlone tylko przez lampę jarzeniową, która wisiała nad stołem bilardowym na którym to właśnie sobie leże.Normalnie super... porwali mnie jacyś gangsterzy, a ja nic - tym razem nie udawałam, no może trochę - nie mogę zrobić. Byłam  związana, a najgorsze było, że ci goście mnie przebrali w jakiś piepsz... znaczy głupi mundurek żeglarski. Szczerze dawno takich nie widziałam i nie miałam na sobie. Nie mogłam nic zrobić jak na złość mój pierścień Vongoli gdzieś wcięło i nie mogłam wezwać Nuts'a. Spojrzałam na dół i zauwarzyłam, że nawet moje piersi nie były już zawinięte bandażem. Co za zboki! Hentai!
  
Po chwili do pokoju wszedli rzekomi porywacze. 
- Spójrzcie Hime-chan obudziła się - powiedział ktoś jadowitym głosem. Chciałam krzyknąć, aby mnie rozwiązali, ale knebel mi to uniemożliwiał.  Jak opętana zaczęłam się rzucać po stole.
- Nie rzucaj się tak, bo się posiniaczysz - powiedział wysoki mężczyzna w kapturze, który do mnie podszedł i dotknął mojego tyłka. Miałam wielką ochotę kopnąć mu w piz.. znaczy w męskość, ale tylko odsunęłam mój tyłek na tyle ile to możliwe. Zauważyłam zadowolony uśmiech na jego twarzy.
- Trafiliśmy na dziewice, czyli mamy dobry towar - powiedział ten sam głos co na początku i zauważyłam jak wyłania się z cienia jakiś srebrno-siwo włosy mężczyzna. Miał chyba ponad 30 lat, a na twarzy szyderczy uśmiech. Zdjął mi knebel z twarzy i usiadł obok - zły pomysł - mnie.
- Jak masz na imię Hime-chan - zapytał
- Myślę, że Hime-chan nie powinna mówić danych osobistych obcym - sarknęłam
- Cięty języczek się ma - powiedział do mnie
- Gdzie ja jestem?- zapytałam z licha nadzieją na odpowiedź. Słysząc moje pytanie zaczęli się śmiać. Nie powiedzą mi, napewno.
- Jesteś... u nas... w naszej bazie - powiedział, apotem zwrócił się do kogoś kogo nie mogłam zauważyć, bo leżałam w tamtą stronę akurat plecami - Szefie jak podoba ci się nowa zabawka?
- Nie jestem niczyją zabawką, mowy nie ma - powiedziałam stanowczo, a potem zostałam rozwiązana i bezczelnie zrzucona na twardą ziemie przed jakimś gościem na kanapie. Co ja mówię!? Ten gość to nie był byle kto. To był szef yakuzy, z bardzo brzydka mordą. Na jej widok zachciało mi się wymiotować.Potem zostałam kopnięta w plecy. Przez to aż pisnęłam z bólu. A gdy otrząsnęłam się z lekkiego szoku - szok to szok- zauważyłam, że na jego kolanach leżała tak samo jak ja ubrana dziewczyna. Pewnie jego obecna zabawka i ostatnia jaką miał w życiu.
Wymierzył we mnie lufą - Należy pozbywać się brzydkich ludzi - a dziewczyna siedząca u na niego na kolanach uśmiechnęła się,ale mina jej zrzędła, gdy zobaczyła lufę przy swojej głowie,a potem był tylko strzał i jej martwe ciało opadające na ziemie. Niestety moje reakcje na ten widok miałam już wypracowane, pisnęłam, a potem podbiegłam do ciała i zaczęłam sprawdzać czy żyje, a potem zaczęłam - tym ciałem - potrząsać. Na koniec tzw. "szok" i omdlenie, nawet omdlenie mogłam wywołać na zawołanie, i jak zwykle przed moimi oczyma zrobiło się ciemno.


Teraz obudziłam się, ale w wygodnym ciepłym łóżku. To pomieszczenie przypominało jakiś królewski apartament. Ściany pokryte materiałową tapetą, podłoga była wyłożona dębowym panelem, a na suficie wisiał kryształowy żyrandol. Przy jednej ze ścian stała komoda i na niej kryształowy wazon,a w nim czerwone róże. W pomieszczeni były cztery duże okna, nad którymi wisiały śnieżno białe zasłony. No pokoik ładny, ale nadal nie wiem gdzie ja właściwie jestem.
 Nagle usłyszałam strzały za ścianą tego pokoju, które cały czas się zbliżały. Jeśli to ktoś z Vongoli to muszę szybko znowu stracić przytomność, bo jak nic przyszła po mnie Varia. Moje zdolności są jak zwykle precyzyjne, ale niezbyt przyjemne.Zawsze mnie mdliło. Normalnie jak przy mdleniu. Choć zachowuje pewną świadomość, np. wiedziałam że mnie przenoszą, ale wrażenie takie jakby miało się zamknięte oczy, a jednak wszystko się słyszało. Typowe udawanie. W tym wypadku czułam jak wpadają do tego pokoju, ich reakcje na mój ubiór - śmiech - i zaskoczenie gdy okazuje się, że jestem dziewczyną. Oczywiście gdy mieli wątpliwości wkroczył Reborn potwierdzając fakt mojej płci - pewnie już wszystko z mojej matki wyciągnął! - a z nim przybyli wszyscy moi strażnicy równie zaskoczeni jak Varia tą informacją. Mimo omdlenia - moja definicja tego słowa jest nie co inna niż każdego - lekko się uśmiechnęłam, tak diabolicznie. Co na pewno nie zostało niezauważone. Potem poczułam jak Yamamoto podnosi mnie lekko się czerwieniąc, bo w tym stroju wyglądałam kawaii, no i poza tym nie byłam już ubrana w mundurek - zboki znowu mnie przebrały - tylko krótką - była do połowy ud -  jedwabną koszule nocną na ramiączkach z małym dekoltem. Widziałam mentalnie te soczyste rumieńce aż chciałam wybudzić moje ciało ze stanu omdlenia i wybuchnąć śmiechem, ale nie mogłam ponieważ zapewne stwierdziliby, że cały czas udawałam i spokojnie mogłam zwiać. Co to to nie! Okryli mnie marynerką jednego z nich, miała zapach papierosów, więc na pewno należała do Gokudery. Już przywykłam do tego smrodu, dlatego mogę nazwać go zapachem.


Po jakimś czasie postanowiłam wybudzić moje ciało, ale pierw musiałam ustalić reakcje mojego ciała. Moją grę aktorską, co by tu powiedzieć no i wytłumaczenie moich omdleń. Wszystko już ustaliłam: dlaczego mdlałam, dlatego ponieważ miałam wysoką gorączkę - i teraz też - musiałam ja wywołać, gra aktorska udam po prostu szok, nie będę musiała nic mówić to na pewno wystarczy. Otworzyłam oczy i od razu poczułam skutki gorączki - wywołanej na życzenie - w postaci światło było za jaskrawe. Zauważyłam, że obok śpią wszyscy - oprócz Mukura i Hibariego, którzy na misji ratunkowej byli, ale po niej się zmyli oraz Yamamoto'a i Gokudera'y których gdzieś wywiało - moi strażnicy. Usiadłam i zerknęłam na zegarek na stoliczku.Po chwili do pomieszczenia wszedł Dino-san z kubkiem kawy. Przyjrzałam mu się,a on dopiero po chwili zorientował się, że się na niego patrze.
- Ohayo Tsuna - przywitał się jak zwykle, chyba dla niego nie ważne było jakiej byłam płci, no i oto mi chodziło.
- Ohayo Dino-san - gdy się odezwałam, pod wpływem dźwiękiem mego głosu zauważyłam, że zadrżał, ale po chwili stał normalnie - Coś nie tak? 
- Po prostu nigdy wcześniej nie słyszałem twojego prawdziwego głosu - powiedział
- A więc to taki hu... znaczy oto więc chodzi - pomyślałam - Przyznam racje, rzadko pokazuje się wam w prawdziwej formie - powiedziałam
- Raczej nigdy. - stwierdził
- Też prawda. - przyznałam racje - Wielokrotnie byłam przy was w mojej prawdziwej formie, ale nic nie zauważyliście. - powiedziałam
- Serio?
- No, np. gdy Reborn przebrał mnie w różową suknie - na wspomnienie o tym incydencie zachichotałam 
- Mnie przy tym nie było - powiedział Dino
- Ale my byliśmy - powiedzieli razem Yamamoto i Gokudera czerwoni na twarzach kiedy weszli do mojej sali.
- Witajcie Takeshi i Hayato - odezwałam się do nich po imieniu co ich na pewno zdziwiło (ponieważ w japonii zazwyczaj zwraca się po nazwisku, a ja na to "Po nazwisku to po pysku!" dop. od autorki)
- Witam Yudaime - odpowiedział Gokudera (Hayato)
- Yo, Tsuna - odpowiedział lekko zmieszany Yamamoto (Takeshi)
Po chwili przez moje ciało przeszedł prąd oznaczający - dla mnie - gości, i że zaraz stanie się coś złego.
- Czy coś się stało? - zapytał Dino
- Nie, wszystko w porządku. - powiedziałam - To tylko zwykła gorączka. - oznajmiłam, a wtedy mnie zaskoczył. Najzwyczajniej podszedł do mnie i przyłożył dłoń do mojego czoła, a potem lekko się skrzywił.
- Zwykła gorączka, he...? Nie wygląda mi na taką zwykłą. - stwierdził Dino
- Mówię, że jeśli nic mi nie jest to tak jest! - starałam się wprowadzić w głos odrobinę groźby, ale niestety mój głos z każda chwilą słabną - Naprawdę nic mi nie jest. - powiedziałam, ale tak cicho, że tylko Dino stojący obok mnie usłyszał - Przez te ciągłe "omdlewanie" wycieńczyłam mój organizm. - powiedziałam, ale w myślach. Zaczęło mi się robić coraz to słabiej i ciemniej przed oczyma, chyba mdlałam, ale tym razem na prawdę, ponieważ jedyne co słyszał nim totalnie odleciałam to jakieś głośniejsze buczenie.
Co będzie dalej...

wtorek, 14 czerwca 2011

Opowiadanie I - Rozdział I - Odkrycie

 W tym opowiadaniu parą będzie Tsuna x jakiś tam gość - którego wymyśle - i Xanxus, a jeszcze jakieś fakty do opowiadania będę pisać zawsze u góry: fakt numer I Reborn wrócił do formy dorosłego, fakt II Tsuna w tym opowiadaniu ma już 19 lat , a Fakt III to opowiadanie jest hetero, ponieważ nie wychodzi mi pisanie yaoi
//////////////////////////////
          
  
Minął już miesiąc od pokonania Daemon'a Spad'a . Tsuna siedział w swoim biurze jak zwykle słuchając tego jak Reborn uczy go włoskiego u zastanawiając się jak on się tu znalazł.
Nagle do biura wpadł Giannini, a za nim Gokudera. Obaj próbowali Tsunie coś powiedzieć - wydzierali się ile wejdzie- , ale nie zauważyli, że ten absolutnie ich nie słucha. Ma ich głęboko w dup... znaczy gdzieś. Nagle jeden z nich do niego podszedł.
- Dziesiąty, on chce aby przetestować na tobie ulepszony przez  NIEGO pocisk ostatniej woli - powiedział dokładnie podkreślając słowo niego. Na co Tsuna machnął ręką aby się zbliżył,a on posłuchał.
- Gokudera-kun przecież wiesz, że jego broń nigdy nie działa - szepnął mu do ucha,a ten tylko kiwnął- Dobrze już dobrze rób co chcesz, Reborn - zgodził się już tak, aby usłyszeli i zwrócił się do Reborna. Giannini podał pocisk Rebornowi, a ten załadował i wymierzył w Tsune, a na koniec wystrzelił.Pocisk tylko zaświszczał w powietrzu i trafił w Tsune.
- Au - tylko jęknął
- Ta kula chociaż doleciała, - poprzednia kula "ulepszona" przez Giannini ledwie wyleciała z lufy pistoletu -  ale nie widzę efektów - stwierdził mentor Tsuny
- Tak tylko boli mnie strasznie głowa, ale to przecież nic - sapnął z bólu, tylko Tsuna. Gokudera błyskawicznie podbiegł do Tsuny.
- Przynieść etopirynę - zapytał
- Jeśli możesz... - powiedział cicho Tsuna - Ten pocisk daje chyba błyskawiczny efekt kaca - powiedział masując się  po głowie. Zaraz po tym Gokudera wyszedł po etopirynę i szklankę z wodą. Nie było trzeba czekać długo, aż ten się pojawi, ponieważ biegał w tę i z powrotem. Oczywiście wbiegł do gabinetu ze wpół opróżnioną szklanką wody - biegnąc rozlał tą wodę na korytarzu - i z tabletką na małym talerzyku.
- Proszę - powiedział strażnik burzy i przekazał Tsunie potrzebne medykamenty.Tsuna nie czekając długo wziął je i popił.
- Dziękuje - podziękował - Pójdę chyba się zdrzemnąć - powiedział i wstał. Opuścił błyskawicznie gabinet, ponieważ miał wrażenie jakby słyszał płynący prąd. Położył się spać i niemal zapomniał, że został poszczelony jakąś nieznaną kulą. Gdy tylko się obudził poszedł do łazienki - takie przyzwyczajenie - aby wykonać swoje poranne czynności - bo był już ranek, dla tych co nie zauważyli przespał całą noc . Wszystko było w porządku, aż do czasu gdy zerknął w lustro. Przez chwile stał zmrożony:
- Moja iluzja nie działa - pisnął Tsuna - Myślałam, że dopracowałam ją na ostatni guzik - zaczął panikować lub zaczęła panikować. Powoli zaczęła sprawdzać szczelność iluzji, ale wszystko było na miejscu. Myślała "co jest grane?". Sprawdziła wszystkie wsuwki do włosów i  tym podobne, ale nic nie wykazywało na dziury. Potem pomyślała "ten pocisk", zaczęła się wkurzać "to ich sprawka". Walnęła pięścią w lustro, które przez siłę nacisku zostało rozbite. 
- Cholera - przeklęła cicho - Zaraz ktoś tu przyjdzie - pomyślała i szybko otuliła się szlafrokiem by ochroniarz nie zauważył jej - całkiem sporych - piersi. I zaraz jak na zawołanie do łazienki wpadł ochroniarz.
- Czy coś się stało? - zapytał, a ja zamiast odpowiedzieć tylko pokazałam lustro, a potem dłoń. Ochroniarz zrozumiał aluzje i szybko opatrzył ranę. - Zostawić apteczkę? 
- Tak - oto jej chodziło, ponieważ nie wiedziała gdzie oni ją kładą, specjalnie się zraniła. Pokazała ochroniarzowi, aby opuścił łazienkę i od razu zabrała się za robotę.  Mocno owinęła swoje piersi bandażem. Zmieniając ich rozmiar z C do A, czyli było okej.


Opuściła swój pokój z lekka się rozglądała, aby jej nie zauważyli. Przeszła do swojego gabinet myśląc, że zostanie sama, ale jak na złość był tam Reborn.
- Coś się stało? - zapytał tak jak zawsze gdy udawał,  że nic nie wie
-... - nie odpowiedziała - Pewnie to jego sprawka - pomyślała - podejrzewała wszystkich o to, że nie może utrzymać swojej iluzji - Nie nic mi się nie stało - próbowała udawać swój męski głos, ale licho jej to wychodziło
- Na pewno - zapytał podejrzliwie, na to tylko kiwnęłam tylko głową. Przeszła tylko mały kawałek drogi do mojego biurka, a nawet nie zauważyła, że Reborn skoczył - dla Tsuny było to tylko błyśnięcie - i  poczuła, że Reborn stoi za nią. 
- Co robisz? - zapytała Tsuna lekko drżącym głosem, gdy on podsunął jego koszulę do góry i przesunął ręką z przodu po bandażach - Tsuna nawet przez taką grubą warstwę - i poczuła, że robi jej się gorąco i odczuwa lekkie podniecenie. Co wywołało  lekki jęk, który - na nieszczęście - usłyszał Reborn.
- Na pewno? - ponowił pytanie i delikatnie zaczął rozwijać bandaże, a wystarczyło tylko trochę po puścić więzy, aby bandaż przestał ukrywać prawdziwy rozmiar piersi
-... Czy ty o tym widziałeś ... - zapytała cała czerwona z zawstydzenia, a on w odpowiedzi tylko kiwnął głową - Od kiedy? - zapytała groźnym głosem, tak groźnym że arcobaleno przez chwile słysząc go zadrżał - nie spodziewał się takiego tonu po swojej wychowance .
- Od naszego pierwszego wyjazdu do Włoch - dla tych co nie jarzą jest to brane z  opowiadania yaoi "Uroczy Tsunayoshi" - odpowiedział. Jak zaczął to mówić ja skierowałam się na swój fotel i się w nim rozsiadłam - usiadłam, założyłam nogę na nogę i oparłam łokcie o blat stołu łącząc je jak do modlitwy - i spojrzałam na niego
- To wtedy wpadłam, czy raczej zaczęły ci się w głowie kręcić tego typu wizje? - zapytałam z jeszcze większą oschłością niż na początku
- Dopiero dowiedziałem się o twojej prawdziwej płci gdy przebierałem cię w tamtą sukienkę - wytłumaczył bez zwlekania -  czyli mój prawdziwy głos ma charyzmę, pomyślała sobie.
- Mógł byś na chwile opuścić to pomieszczenie - powiedziała normalnie, no i trochę takim zawstydzonym i przesłodzonym głosem - Muszę to znowu nałożyć - powiedziała pokazując bandaż, a Reborn już miał wychodzić - Kto jeszcze o tym wie? - zapytałam stojąc już za parawanem i przewieszając swoją koszulę razem z marynarką
- Tylko ja, Mukuro i Giannini - powiedział spokojnie i wyszedł z pomieszczenia. Gdy to usłyszałam od razu owinęłam mocno bandażem swoje piersi bandażem. 
- Zabije ich kiedyś - cicho sarknęłam, a potem zapięłam ostatni guzik od swojej koszuli i narzuciłam marynarkę i odchrząknęłam co miało znaczyć, że Reborn może wejść.
- Już? - zapytał, a ja tylko kiwnęłam głową - Miałem porozmawiać z tobą dzisiaj o wyborze szkoły we Włoszech - przechodzi od razu do sedna sprawy - Masz już jakieś propozycje?
- University of Bologna - odpowiedziałam jakbym już od dawna miała w planach tam iść, a dopiero przyszło mi to do głowy
- Z twoimi wynikami będzie trudno się tam dostać - stwierdził
- Chyba nadal mało wiesz o mnie Reborn-san - powiedziałam przesłodzonym głosem, na co on uniósł jedną brew i założył ręce na krzyż - no wiecie tak jak gdy się ktoś obraża, tylko Reborn się nie obraził.
- Czego jeszcze nie wiem? -zapytał
- Uwierz mi nie wiesz o mnie praktycznie wszystkiego - powiedziałam pełna triumfu -  I co to była za kula, którą stworzył Giannini? - zapytałam ciekawa
- Miała blokować przepływ płomieni mgły - wytłumaczył
- Teraz rozumiem, czemu nie mogę wywołać moich iluzji - westchnęłam głośno, a po chwili cisnęłam błyskawicą, która wyleciała przez okno i trafiła w pobliskie drzewo - Inne płomienie działają - dodałam, a w oczach Reborna mogłam dostrzec przez chwile przebłysk strachu - mentalnie szczerzyłam się od ucha do ucha - Coś nie tak? Myślałam, że to też wiesz - reakcja Reborna była mi już znana
- Mógłbym prosić o zdradzenie mi jeszcze czegoś o sobie? - zapytał 
- Prosić możesz, ale czy ci powiem zdecyduje sama - powiedziałam - Jak chcesz się czegoś dowiedzieć pytaj mojej matki - dodałam nie chętnie - W końcu to ona mnie rodziła i wychowywała, wie o mnie wszystko
- Nawet wie o mafii? - zapytał 
- Jak miałaby nie wiedzieć o czymś tak błahym jak mafia - porównałam mafie do błahych spraw  he, he - Czy coś nie tak Reborn-san? - mój głos był napakowany co raz większą ilością cukru
- Nie, nic - nie miał najmniejszego prawa mi podskakiwać - Nie długo mamy lecieć do Japonii w odwiedziny, więc popytam twoją matkę o te sprawy - lekko, ale jednak ścięło mnie z nóg.
*******************************


Tydzień później polecieliśmy do Japonii. Oczywiście moi strażnicy - oprócz Mukura - nie wiedzieli nadal, że jestem dziewczyną. Nie którzy z nich zostali we Włoszech inni zaraz po przylocie ruszyli do swojej rodziny, więc jak stwierdził Reborn "zostałam na lodzie". Z tego co słyszałam spotka mnie ten "zaszczyt" bycia chronionym przez Varię. Normalnie kiedy udawałam "beznadziejnego Tsune" trzęsłabym spodniami przed ich wizytą, ale teraz  - cóż za paradoks - nie mogłam się ich doczekać, a szczególnie ich reakcji. Nie mogłam doczekać się tego jak Xanxus zareaguje na to, że przegrał z dziewczyną i nie mogę się doczekać ich min - szczeny aż do ziemi.Mieli podobno być już od jakiegoś czasu w Namimori i tu na mnie czekać, ale ani widu, ani słychu. Jak było w planach poszłam do domu, aby odwiedzić po roku moją kochaną mamę i przekazać jej, że Reborn chce się dowiedzieć więcej o mnie. Dlatego też musiałam jej wytłumaczyć co miało nie wyjść z jej ust i miała trzymać usta na kłódkę,a o czym mogła mówić ile sobie chcę. Po drodze - Reborn myślał, że nie zauważę - Reborn zostawił mnie samą i tak jak się spodziewałam znikąd pojawili się jacyś gangsterzy chcący mnie zabić. Ja szłam sobie jakby nigdy nic skręciłam w ślepy zaułek, a oni się cieszyli, że nie będzie żadnych świadków. Nagle usłyszałam ich śmiech, i że gdzieś padła moja stara ksywka "beznadziejny Tsuna". Obruciłam się jakby nigdy nic i spojrzałam na nich jak na głupków, bo na takich wyglądali.
- Czy to nie nasz stary znajomy Tsuna - powiedział ktoś z lekką kpiną w głosie
- Tak to na pewno on - potwierdził ktoś obok
- Przepraszam, ale znikąd was nie kojarzę - powiedziałam spokojnie
- On chyba nas nie rozpoznaję może czas mu przypomnieć - ktoś znów zadrwił. Zaczęli do mnie podchodzić z pałkami od baseball'a.
- Nie chcę zbędnych komplikacji - powiedziałam
- Że czego?- zapytał
- Komplikacja inaczej problem - wytłumaczyłam
- Ty sobie robisz z nas żarty Sawada - wkurzył się któryś - Załatwmy go i będzie po sprawie - rzucił do wszystkich
- Sami tego chcieliście - szepnęłam sama do siebie,a potem było słychać tylko dźwięk łamanych kości i krzyki bólu, melodia dla moich uszu. Gdyby ktoś to obserwował na pewno uznałby moje wyczyny za coś z matrixa, ponieważ skakałam jak główny bohater tego filmu. Po chwili już kończyłam z ostatnim - Ludzie, ale nudy nawet się nie opieraliście - zadrwiłam - Piesek Chiuaua mojej sąsiadki bardziej się bronił od was - powiedziałam i odeszłam. Wiedziałam, że obserwowała mnie Varia, ale chciałam okazać, że nie potrzebuje od nikogo żadnej pomocy i kropka. 
   Szłam sobie i nuciłam piosenkę "Bring me to life" , rozmyślałam sobie, co by było gdyby nie płynęła w niej Vongolska krew. po chwili pomyslała "byłabym taka sama". Bo co miało się zmienić, ponieważ została jeszcze rodzina mojej matki, która należała także do spraw tego pokroju tylko w tym wypadku chodziło o tzw. "Ród Wiedźm" lub jak nazywają to w Japonii "Klan Demonów".Rodzina mojej matki słynęła z umiejętności paranormalnych lub psychokinezy, czy jakoś tam. Rodzina mojej matki wywodzi się po części z Francji właśnie dlatego mam taki arogancki charakterek, który bardzo lubię.  Właśnie dochodziłam do mojego domu gdy...