Kiedy na powrót otworzyłam oczy, otaczało mnie intensywne światło. Znajdowałam się w nieznanej sobie sali, całej w bieli. Najbliższą ścianę przysłaniały pionowe żaluzje, nad moją głową wisiały oślepiające mnie lampy. Leżałam na dziwnym łóżku - twardym, z poręczami, o kilku segmentach nachylonych pod różnym kątem. Poduszki były płaskie, a ich wypełnienie zbrylone. Przy moim uchu coś irytująco pikało. Mogłam mieć tylko nadzieję, że oznacza to, iż jeszcze żyję - normalnie, według tego co mówiła moja mama, po takim nadużyciu mocy osoba zazwyczaj kituje. Nie spodziewałam się zresztą podobnych niewygód po śmierci.
Od moich dłoni biegły przezroczyste rurki, czułam też, że mam coś przyklejonego do twarzy pod nosem. Podniosłam rękę, żeby się tego pozbyć.
- Ani mi się waż! - usłyszałam surowy głos mojej matki.
- Mama? - a któż by inny, odwróciłam odrobinę głowę. Mimo, że przez chwile zdenerwowana twarz mamy wyrażała smutek - Mamo, jak my dawno się nie widziałyśmy.- chciałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji
- Nie zmieniaj mi tu tematu. - skarciła mnie - Mogłaś umrzeć, wiesz jakie to niebezpieczne.
- Dobrze nie będę już tego robić. - powiedziałam, wiedząc, że i tak nie dotrzymam słowa.
- Tsu-chan, tak się bałam!
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Jakieś trzy tygodnie... - powiedziała, jakby mówiła o pogodzie
- JAKIEŚ? Jak dla mnie to długo, od dwóch tygodni powinnam być już we Włoszech.- warknęłam
- Szczerze, miałaś być o wiele krócej, ale przytrzymali cie w takim stanie nieco dłużej.- powiedziała - Masz nie wiadomo jak powstałe obrażenia na całym ciele.
- Wiem. - Czułam je aż za dobrze - I co tam słychać w Namimori?
- Znów zmieniasz temat! Ile razy ci powtarzałam, że masz tego nie robić! Czy to aż tak trudne?!
Jedyne co zrobiłam to tylko głupkowato się uśmiechnęłam, a potem syknęłam z bólu, ponieważ próbowałam założyć dłonie na krzyż na klatce piersiowej w geście mówiącym "mów se ile chcesz i tak mam to w dup... znaczy gdzieś". Potem do sali weszła pielęgniarka i ogłosiła koniec wizyt. Mama choć niechętnie wyszła z sali rzucając krótkie "do jutra" i sobie poszła. Od razu padłam na łóżko i starałam się uspokoić drgawki. Ostatecznie przegrałam tą bitwę i oddała się w objęcia snu.
Trzy miesiące później...
Wreszcie wypuścili mnie ze szpitala. Jestem taka szczęśliwa. Dziś znów dostałam całą górę papierów do wypełnienia, po prostu to kocham. Ta, jestem pracoholiczką. Muszę po nie iść do gabinetu. Aktualnie rezydent-uje tam Hayato, ponieważ to on zajmował się papierkową robotą, gdy mnie nie było. Właśnie weszłam do gabinetu:
- Gokudera-kun słyszałam, że masz coś... dla mnie? - przerwałam, ponieważ to co zobaczyłam zaskoczyło mnie niesłychanie, ale ja oczywiście udam, że się tego spodziewałam. A no właśnie, co mnie niby tak zaskoczyło? Otóż zaskoczył mnie widok dwóch mężczyzn siedzących na biurku w dwuznacznej pozycji. Hayato siedzący okrakiem na Takeshim. Oboje mający porozpinane koszule, a jeden z nich miał rumiane policzki. Czyli oznaczało, że ta dwuznaczna pozycja oznaczała tylko jedno... Zamierzali robić to na moim biurku. No i masz babo placek, jestem teraz po tych domysłach bardziej czerwona niż piwonia. - To ja nie będę przeszkadzać. - powiedziałam, a oni speszyli się i wybiegłam z gabinetu.
Biegłam i nie zwracałam uwagi gdzie. Moje serce waliło jak nie wiem co, przez to co zauważyłam. Nie jestem homofobem, ale tego to się nie spodziewałam we własnej rodzinie - fakt, że mafijna, ale jednak rodzina.
Gdy tak sobie pędziłam, nie zauważyłam, że przede mną stoi sam boss Varii. W mym zwyczaju jest wpadać na ludzi, więc jak zwykle musiało do tego dojść. Gdy doszło do zderzenia, siła z jaką na niego wpadałam, odrzuciłam mnie do tyłu. I upadłam na moją biedną pupę. Spojrzałam na niego. Pierwsze co ujrzałam to mord w oczach (PS: podobno ja tak patrze gdy ktoś powie jakiś wredny komentarz na mój temat - dop. od autorki), a potem zdziwienie.
- Co tu robisz brat*? - warknął na mnie, ja mu dam warczeć. Jak chcę posłuchać warczenia to idę do jakiegoś schroniska dla psów i se słucham, a nie ten mi warczy, bo se wpadłam na niego.
- Wpadam na ciebie. - odpowiedziałam z ironią w głosie - A co cie sprowadza do moich jakże skromnych progów? - w moim głosie było słychać jawną irytacje, ale nie spowodowaną przez niego, lecz przez fakt, że teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie. Dlaczego, ponieważ nie będę mogła pracować normalnie ze świadomością, że robili to teoretycznie na każdym meblu w gabinecie.
- Co ty taka wkurzona "szefie"? - zaakcentował kpiną ostatnie słowo
- Nie twój zakichany interes! - już miałam go wyminąć, ale zostałam zatrzymana przez jego silną dłoń - Czego?!
- Jeszcze chwilę temu byłaś w skowronkach, a po kilku sekundach w gabinecie, masz ochotę zabić każdego w promieniu 5 mil. Co tam takiego zobaczyłaś? Ktoś wykonał całą robotę za ciebie? - skąd on wie o moim pracoholizmie?
- Serio chcesz wiedzieć? - uśmiechnęłam się iście diabelnie, ten tylko zaskoczony takim obrotem sprawy kiwnął głową - A, więc z równowagi wyprowadzili mnie pewni mężczyźni w dwuznacznej pozycji, migdalący się na moim kochanym biurku! - na początku mówiłam spokojnie, ale z każdym kolejnym słowem mój głos przypominał wściekły do granic możliwości, a moje spojrzenie przypominało spojrzenie wygłodniałego bazyliszka. - I to by było na tyle, teraz muszę wymienić meble w moim gabinecie, bo ta świadomość mnie wykończy. - teraz spokojnie go wyminęłam, ponieważ lekko zszokowany moją szczerością, tym razem mnie nie zatrzymał.
Gdy byłam na dolę szukałam pewnej bardzo ważnej dla mnie rzeczy.
- Lussuria widziałeś mój katalog Castorama?! - krzyknęłam na dół, bo akurat przechodził, pokiwał głową - A może chociaż Ikea? - zapytał ze smutkiem w głosie, ponownie pokiwał głową.
Odchodząc, strąciłam wazon. Spojrzałam na dół i ujrzałam, że ten wazon jest, a raczej był Reborna. Zaklęłam pod nosem. Zrzedłam do gabinetu Hibari'ego. Zapukałam, bo kultura tego wymaga, ale ponieważ nikt nie otworzył postanowiłam zapukać "nieco głośniej". Uniosłam nogę do tyłu i z całej siły kopnęłam w drzwi. Nawet nie drgnęły. A mnie noga tak na... boli.
- Kurka! Antywłamaniowe! - krzyknęłam, a potem wydzierałam się w niebo głosy jak to przeklinam tych napaleńców. - Że musieli robić to w moim gabinecie!
Nagle otworzyły się drzwi Hibari'ego i wyszedł z nich Mukuro. Mam wrażenie, że dziś mam niebywałego pecha. Jak nie wpadam na członków Varii to na jakiś napaleńców. Nie no! Jestem chyba po za Varią jedyną singiel-ką w tej rodzince, nawet Dino ma swoją lubą.
Nie no ja dziś muszę narozrabiać, o tak. Skończmy z tym ponuractwem. Nie będę się irytować w tym otoczeniu.
Ruszyłam do garażu co chwilę fukając jak wściekła kotka. Zeskakiwałam co trzeci schodek.Gdy tylko dotarłam do mojego autka.Wsiadłam w nie, uprzednio otwierając garaż, wyjechałam z piskiem. I już mnie nie było...
Co będzie dalej...
^*^*^*^*^*^*^*^*^
Ale ze mnie hamidło, nie dość, że nie piszę przez taki długi okres czasu to jeszcze urywa w takim momencie.
W następnej części Tsu-chan da popalić swoim strażnikom (-;
VeeVenea