środa, 28 września 2011

Rozdział II - Porwanie i choroba.

Rozdział lekko chory (tak jestem przeziębiona, jak to mawiam to tylko zapalenie płuc)   








   Szłam sobie i nuciłam piosenkę "Bring me to life" , rozmyślałam sobie, co by było gdyby nie płynęła we mnie Vongolska krew. po chwili pomyslałam "byłabym taka sama". Bo co miało się zmienić, ponieważ została jeszcze rodzina mojej matki, która należała także do spraw tego pokroju tylko w tym wypadku chodziło o tzw. "Ród Wiedźm" lub jak nazywają to w Japonii "Klan Demonów".Rodzina mojej matki słynęła z umiejętności paranormalnych lub psychokinezy, czy jakoś tam. Rodzina mojej matki wywodzi się po części z Francji właśnie dlatego mam taki arogancki charakterek, który bardzo lubię.  Właśnie dochodziłam do mojego domu, gdy nagle poczułam ból głowy - z tyłu głowy -poczułam dziwną pustkę w głowie, a potem ciemność. Zemdlałam.


 Gdzie ja jestem?... Jest tak chłodno i twardo. Wszystko mnie boli, a w dodatku jestem lekko odrętwiała. Czy to piekło? Czy już umarłam? Nie, raczej nie, ponieważ mogłabym się poruszać. Moje ręce... były... skute?! Czekaj no niech sobie przypomnę. Byłam... w drodze do domu,a potem poczułam ból i zobaczyłam przeraźliwą ciemność"BUM". Ktoś  mnie zaatakował i ogłuszył. Nic dalej nie pamiętam. Uchyliłam powieki i od razu je zamknęłam. Oślepiło mnie światło. Chwila... Światło?! Chwila gdzie ja jestem?!


 Ponownie otworzyłam oczy, lecz tym razem starałam się wytrzymać mocne światła.Przechyliłam głowę na prawo i doznałam szoku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie był to na pewno mój przytulny pokoik w domu mojej mamy, ani  luksusowy apartament w bazie Vongoli. Było to ciemne miejsce oświetlone tylko przez lampę jarzeniową, która wisiała nad stołem bilardowym na którym to właśnie sobie leże.Normalnie super... porwali mnie jacyś gangsterzy, a ja nic - tym razem nie udawałam, no może trochę - nie mogę zrobić. Byłam  związana, a najgorsze było, że ci goście mnie przebrali w jakiś piepsz... znaczy głupi mundurek żeglarski. Szczerze dawno takich nie widziałam i nie miałam na sobie. Nie mogłam nic zrobić jak na złość mój pierścień Vongoli gdzieś wcięło i nie mogłam wezwać Nuts'a. Spojrzałam na dół i zauwarzyłam, że nawet moje piersi nie były już zawinięte bandażem. Co za zboki! Hentai!
  
Po chwili do pokoju wszedli rzekomi porywacze. 
- Spójrzcie Hime-chan obudziła się - powiedział ktoś jadowitym głosem. Chciałam krzyknąć, aby mnie rozwiązali, ale knebel mi to uniemożliwiał.  Jak opętana zaczęłam się rzucać po stole.
- Nie rzucaj się tak, bo się posiniaczysz - powiedział wysoki mężczyzna w kapturze, który do mnie podszedł i dotknął mojego tyłka. Miałam wielką ochotę kopnąć mu w piz.. znaczy w męskość, ale tylko odsunęłam mój tyłek na tyle ile to możliwe. Zauważyłam zadowolony uśmiech na jego twarzy.
- Trafiliśmy na dziewice, czyli mamy dobry towar - powiedział ten sam głos co na początku i zauważyłam jak wyłania się z cienia jakiś srebrno-siwo włosy mężczyzna. Miał chyba ponad 30 lat, a na twarzy szyderczy uśmiech. Zdjął mi knebel z twarzy i usiadł obok - zły pomysł - mnie.
- Jak masz na imię Hime-chan - zapytał
- Myślę, że Hime-chan nie powinna mówić danych osobistych obcym - sarknęłam
- Cięty języczek się ma - powiedział do mnie
- Gdzie ja jestem?- zapytałam z licha nadzieją na odpowiedź. Słysząc moje pytanie zaczęli się śmiać. Nie powiedzą mi, napewno.
- Jesteś... u nas... w naszej bazie - powiedział, apotem zwrócił się do kogoś kogo nie mogłam zauważyć, bo leżałam w tamtą stronę akurat plecami - Szefie jak podoba ci się nowa zabawka?
- Nie jestem niczyją zabawką, mowy nie ma - powiedziałam stanowczo, a potem zostałam rozwiązana i bezczelnie zrzucona na twardą ziemie przed jakimś gościem na kanapie. Co ja mówię!? Ten gość to nie był byle kto. To był szef yakuzy, z bardzo brzydka mordą. Na jej widok zachciało mi się wymiotować.Potem zostałam kopnięta w plecy. Przez to aż pisnęłam z bólu. A gdy otrząsnęłam się z lekkiego szoku - szok to szok- zauważyłam, że na jego kolanach leżała tak samo jak ja ubrana dziewczyna. Pewnie jego obecna zabawka i ostatnia jaką miał w życiu.
Wymierzył we mnie lufą - Należy pozbywać się brzydkich ludzi - a dziewczyna siedząca u na niego na kolanach uśmiechnęła się,ale mina jej zrzędła, gdy zobaczyła lufę przy swojej głowie,a potem był tylko strzał i jej martwe ciało opadające na ziemie. Niestety moje reakcje na ten widok miałam już wypracowane, pisnęłam, a potem podbiegłam do ciała i zaczęłam sprawdzać czy żyje, a potem zaczęłam - tym ciałem - potrząsać. Na koniec tzw. "szok" i omdlenie, nawet omdlenie mogłam wywołać na zawołanie, i jak zwykle przed moimi oczyma zrobiło się ciemno.


Teraz obudziłam się, ale w wygodnym ciepłym łóżku. To pomieszczenie przypominało jakiś królewski apartament. Ściany pokryte materiałową tapetą, podłoga była wyłożona dębowym panelem, a na suficie wisiał kryształowy żyrandol. Przy jednej ze ścian stała komoda i na niej kryształowy wazon,a w nim czerwone róże. W pomieszczeni były cztery duże okna, nad którymi wisiały śnieżno białe zasłony. No pokoik ładny, ale nadal nie wiem gdzie ja właściwie jestem.
 Nagle usłyszałam strzały za ścianą tego pokoju, które cały czas się zbliżały. Jeśli to ktoś z Vongoli to muszę szybko znowu stracić przytomność, bo jak nic przyszła po mnie Varia. Moje zdolności są jak zwykle precyzyjne, ale niezbyt przyjemne.Zawsze mnie mdliło. Normalnie jak przy mdleniu. Choć zachowuje pewną świadomość, np. wiedziałam że mnie przenoszą, ale wrażenie takie jakby miało się zamknięte oczy, a jednak wszystko się słyszało. Typowe udawanie. W tym wypadku czułam jak wpadają do tego pokoju, ich reakcje na mój ubiór - śmiech - i zaskoczenie gdy okazuje się, że jestem dziewczyną. Oczywiście gdy mieli wątpliwości wkroczył Reborn potwierdzając fakt mojej płci - pewnie już wszystko z mojej matki wyciągnął! - a z nim przybyli wszyscy moi strażnicy równie zaskoczeni jak Varia tą informacją. Mimo omdlenia - moja definicja tego słowa jest nie co inna niż każdego - lekko się uśmiechnęłam, tak diabolicznie. Co na pewno nie zostało niezauważone. Potem poczułam jak Yamamoto podnosi mnie lekko się czerwieniąc, bo w tym stroju wyglądałam kawaii, no i poza tym nie byłam już ubrana w mundurek - zboki znowu mnie przebrały - tylko krótką - była do połowy ud -  jedwabną koszule nocną na ramiączkach z małym dekoltem. Widziałam mentalnie te soczyste rumieńce aż chciałam wybudzić moje ciało ze stanu omdlenia i wybuchnąć śmiechem, ale nie mogłam ponieważ zapewne stwierdziliby, że cały czas udawałam i spokojnie mogłam zwiać. Co to to nie! Okryli mnie marynerką jednego z nich, miała zapach papierosów, więc na pewno należała do Gokudery. Już przywykłam do tego smrodu, dlatego mogę nazwać go zapachem.


Po jakimś czasie postanowiłam wybudzić moje ciało, ale pierw musiałam ustalić reakcje mojego ciała. Moją grę aktorską, co by tu powiedzieć no i wytłumaczenie moich omdleń. Wszystko już ustaliłam: dlaczego mdlałam, dlatego ponieważ miałam wysoką gorączkę - i teraz też - musiałam ja wywołać, gra aktorska udam po prostu szok, nie będę musiała nic mówić to na pewno wystarczy. Otworzyłam oczy i od razu poczułam skutki gorączki - wywołanej na życzenie - w postaci światło było za jaskrawe. Zauważyłam, że obok śpią wszyscy - oprócz Mukura i Hibariego, którzy na misji ratunkowej byli, ale po niej się zmyli oraz Yamamoto'a i Gokudera'y których gdzieś wywiało - moi strażnicy. Usiadłam i zerknęłam na zegarek na stoliczku.Po chwili do pomieszczenia wszedł Dino-san z kubkiem kawy. Przyjrzałam mu się,a on dopiero po chwili zorientował się, że się na niego patrze.
- Ohayo Tsuna - przywitał się jak zwykle, chyba dla niego nie ważne było jakiej byłam płci, no i oto mi chodziło.
- Ohayo Dino-san - gdy się odezwałam, pod wpływem dźwiękiem mego głosu zauważyłam, że zadrżał, ale po chwili stał normalnie - Coś nie tak? 
- Po prostu nigdy wcześniej nie słyszałem twojego prawdziwego głosu - powiedział
- A więc to taki hu... znaczy oto więc chodzi - pomyślałam - Przyznam racje, rzadko pokazuje się wam w prawdziwej formie - powiedziałam
- Raczej nigdy. - stwierdził
- Też prawda. - przyznałam racje - Wielokrotnie byłam przy was w mojej prawdziwej formie, ale nic nie zauważyliście. - powiedziałam
- Serio?
- No, np. gdy Reborn przebrał mnie w różową suknie - na wspomnienie o tym incydencie zachichotałam 
- Mnie przy tym nie było - powiedział Dino
- Ale my byliśmy - powiedzieli razem Yamamoto i Gokudera czerwoni na twarzach kiedy weszli do mojej sali.
- Witajcie Takeshi i Hayato - odezwałam się do nich po imieniu co ich na pewno zdziwiło (ponieważ w japonii zazwyczaj zwraca się po nazwisku, a ja na to "Po nazwisku to po pysku!" dop. od autorki)
- Witam Yudaime - odpowiedział Gokudera (Hayato)
- Yo, Tsuna - odpowiedział lekko zmieszany Yamamoto (Takeshi)
Po chwili przez moje ciało przeszedł prąd oznaczający - dla mnie - gości, i że zaraz stanie się coś złego.
- Czy coś się stało? - zapytał Dino
- Nie, wszystko w porządku. - powiedziałam - To tylko zwykła gorączka. - oznajmiłam, a wtedy mnie zaskoczył. Najzwyczajniej podszedł do mnie i przyłożył dłoń do mojego czoła, a potem lekko się skrzywił.
- Zwykła gorączka, he...? Nie wygląda mi na taką zwykłą. - stwierdził Dino
- Mówię, że jeśli nic mi nie jest to tak jest! - starałam się wprowadzić w głos odrobinę groźby, ale niestety mój głos z każda chwilą słabną - Naprawdę nic mi nie jest. - powiedziałam, ale tak cicho, że tylko Dino stojący obok mnie usłyszał - Przez te ciągłe "omdlewanie" wycieńczyłam mój organizm. - powiedziałam, ale w myślach. Zaczęło mi się robić coraz to słabiej i ciemniej przed oczyma, chyba mdlałam, ale tym razem na prawdę, ponieważ jedyne co słyszał nim totalnie odleciałam to jakieś głośniejsze buczenie.
Co będzie dalej...

3 komentarze:

  1. 37 yrs old Speech Pathologist Danielle Whitten, hailing from Gimli enjoys watching movies like Where Danger Lives and Book restoration. Took a trip to Al Qal'a of Beni Hammad and drives a De Dion, Bouton et Trépardoux Dos-à-Dos Steam Runabout "La Marquise". strona

    OdpowiedzUsuń