W tym opowiadaniu parą będzie Tsuna x jakiś tam gość - którego wymyśle - i Xanxus, a jeszcze jakieś fakty do opowiadania będę pisać zawsze u góry: fakt numer I Reborn wrócił do formy dorosłego, fakt II Tsuna w tym opowiadaniu ma już 19 lat , a Fakt III to opowiadanie jest hetero, ponieważ nie wychodzi mi pisanie yaoi
//////////////////////////////
Minął już miesiąc od pokonania Daemon'a Spad'a . Tsuna siedział w swoim biurze jak zwykle słuchając tego jak Reborn uczy go włoskiego u zastanawiając się jak on się tu znalazł.
Nagle do biura wpadł Giannini, a za nim Gokudera. Obaj próbowali Tsunie coś powiedzieć - wydzierali się ile wejdzie- , ale nie zauważyli, że ten absolutnie ich nie słucha. Ma ich głęboko w dup... znaczy gdzieś. Nagle jeden z nich do niego podszedł.
- Dziesiąty, on chce aby przetestować na tobie ulepszony przez NIEGO pocisk ostatniej woli - powiedział dokładnie podkreślając słowo niego. Na co Tsuna machnął ręką aby się zbliżył,a on posłuchał.
- Gokudera-kun przecież wiesz, że jego broń nigdy nie działa - szepnął mu do ucha,a ten tylko kiwnął- Dobrze już dobrze rób co chcesz, Reborn - zgodził się już tak, aby usłyszeli i zwrócił się do Reborna. Giannini podał pocisk Rebornowi, a ten załadował i wymierzył w Tsune, a na koniec wystrzelił.Pocisk tylko zaświszczał w powietrzu i trafił w Tsune.
- Au - tylko jęknął
- Ta kula chociaż doleciała, - poprzednia kula "ulepszona" przez Giannini ledwie wyleciała z lufy pistoletu - ale nie widzę efektów - stwierdził mentor Tsuny
- Tak tylko boli mnie strasznie głowa, ale to przecież nic - sapnął z bólu, tylko Tsuna. Gokudera błyskawicznie podbiegł do Tsuny.
- Przynieść etopirynę - zapytał
- Jeśli możesz... - powiedział cicho Tsuna - Ten pocisk daje chyba błyskawiczny efekt kaca - powiedział masując się po głowie. Zaraz po tym Gokudera wyszedł po etopirynę i szklankę z wodą. Nie było trzeba czekać długo, aż ten się pojawi, ponieważ biegał w tę i z powrotem. Oczywiście wbiegł do gabinetu ze wpół opróżnioną szklanką wody - biegnąc rozlał tą wodę na korytarzu - i z tabletką na małym talerzyku.
- Proszę - powiedział strażnik burzy i przekazał Tsunie potrzebne medykamenty.Tsuna nie czekając długo wziął je i popił.
- Dziękuje - podziękował - Pójdę chyba się zdrzemnąć - powiedział i wstał. Opuścił błyskawicznie gabinet, ponieważ miał wrażenie jakby słyszał płynący prąd. Położył się spać i niemal zapomniał, że został poszczelony jakąś nieznaną kulą. Gdy tylko się obudził poszedł do łazienki - takie przyzwyczajenie - aby wykonać swoje poranne czynności - bo był już ranek, dla tych co nie zauważyli przespał całą noc . Wszystko było w porządku, aż do czasu gdy zerknął w lustro. Przez chwile stał zmrożony:
- Moja iluzja nie działa - pisnął Tsuna - Myślałam, że dopracowałam ją na ostatni guzik - zaczął panikować lub zaczęła panikować. Powoli zaczęła sprawdzać szczelność iluzji, ale wszystko było na miejscu. Myślała "co jest grane?". Sprawdziła wszystkie wsuwki do włosów i tym podobne, ale nic nie wykazywało na dziury. Potem pomyślała "ten pocisk", zaczęła się wkurzać "to ich sprawka". Walnęła pięścią w lustro, które przez siłę nacisku zostało rozbite.
- Cholera - przeklęła cicho - Zaraz ktoś tu przyjdzie - pomyślała i szybko otuliła się szlafrokiem by ochroniarz nie zauważył jej - całkiem sporych - piersi. I zaraz jak na zawołanie do łazienki wpadł ochroniarz.
- Czy coś się stało? - zapytał, a ja zamiast odpowiedzieć tylko pokazałam lustro, a potem dłoń. Ochroniarz zrozumiał aluzje i szybko opatrzył ranę. - Zostawić apteczkę?
- Tak - oto jej chodziło, ponieważ nie wiedziała gdzie oni ją kładą, specjalnie się zraniła. Pokazała ochroniarzowi, aby opuścił łazienkę i od razu zabrała się za robotę. Mocno owinęła swoje piersi bandażem. Zmieniając ich rozmiar z C do A, czyli było okej.
Opuściła swój pokój z lekka się rozglądała, aby jej nie zauważyli. Przeszła do swojego gabinet myśląc, że zostanie sama, ale jak na złość był tam Reborn.
- Coś się stało? - zapytał tak jak zawsze gdy udawał, że nic nie wie
-... - nie odpowiedziała - Pewnie to jego sprawka - pomyślała - podejrzewała wszystkich o to, że nie może utrzymać swojej iluzji - Nie nic mi się nie stało - próbowała udawać swój męski głos, ale licho jej to wychodziło
- Na pewno - zapytał podejrzliwie, na to tylko kiwnęłam tylko głową. Przeszła tylko mały kawałek drogi do mojego biurka, a nawet nie zauważyła, że Reborn skoczył - dla Tsuny było to tylko błyśnięcie - i poczuła, że Reborn stoi za nią.
- Co robisz? - zapytała Tsuna lekko drżącym głosem, gdy on podsunął jego koszulę do góry i przesunął ręką z przodu po bandażach - Tsuna nawet przez taką grubą warstwę - i poczuła, że robi jej się gorąco i odczuwa lekkie podniecenie. Co wywołało lekki jęk, który - na nieszczęście - usłyszał Reborn.
- Na pewno? - ponowił pytanie i delikatnie zaczął rozwijać bandaże, a wystarczyło tylko trochę po puścić więzy, aby bandaż przestał ukrywać prawdziwy rozmiar piersi
-... Czy ty o tym widziałeś ... - zapytała cała czerwona z zawstydzenia, a on w odpowiedzi tylko kiwnął głową - Od kiedy? - zapytała groźnym głosem, tak groźnym że arcobaleno przez chwile słysząc go zadrżał - nie spodziewał się takiego tonu po swojej wychowance .
- Od naszego pierwszego wyjazdu do Włoch - dla tych co nie jarzą jest to brane z opowiadania yaoi "Uroczy Tsunayoshi" - odpowiedział. Jak zaczął to mówić ja skierowałam się na swój fotel i się w nim rozsiadłam - usiadłam, założyłam nogę na nogę i oparłam łokcie o blat stołu łącząc je jak do modlitwy - i spojrzałam na niego
- To wtedy wpadłam, czy raczej zaczęły ci się w głowie kręcić tego typu wizje? - zapytałam z jeszcze większą oschłością niż na początku
- Dopiero dowiedziałem się o twojej prawdziwej płci gdy przebierałem cię w tamtą sukienkę - wytłumaczył bez zwlekania - czyli mój prawdziwy głos ma charyzmę, pomyślała sobie.
- Mógł byś na chwile opuścić to pomieszczenie - powiedziała normalnie, no i trochę takim zawstydzonym i przesłodzonym głosem - Muszę to znowu nałożyć - powiedziała pokazując bandaż, a Reborn już miał wychodzić - Kto jeszcze o tym wie? - zapytałam stojąc już za parawanem i przewieszając swoją koszulę razem z marynarką
- Tylko ja, Mukuro i Giannini - powiedział spokojnie i wyszedł z pomieszczenia. Gdy to usłyszałam od razu owinęłam mocno bandażem swoje piersi bandażem.
- Zabije ich kiedyś - cicho sarknęłam, a potem zapięłam ostatni guzik od swojej koszuli i narzuciłam marynarkę i odchrząknęłam co miało znaczyć, że Reborn może wejść.
- Już? - zapytał, a ja tylko kiwnęłam głową - Miałem porozmawiać z tobą dzisiaj o wyborze szkoły we Włoszech - przechodzi od razu do sedna sprawy - Masz już jakieś propozycje?
- University of Bologna - odpowiedziałam jakbym już od dawna miała w planach tam iść, a dopiero przyszło mi to do głowy
- Z twoimi wynikami będzie trudno się tam dostać - stwierdził
- Chyba nadal mało wiesz o mnie Reborn-san - powiedziałam przesłodzonym głosem, na co on uniósł jedną brew i założył ręce na krzyż - no wiecie tak jak gdy się ktoś obraża, tylko Reborn się nie obraził.
- Czego jeszcze nie wiem? -zapytał
- Uwierz mi nie wiesz o mnie praktycznie wszystkiego - powiedziałam pełna triumfu - I co to była za kula, którą stworzył Giannini? - zapytałam ciekawa
- Miała blokować przepływ płomieni mgły - wytłumaczył
- Teraz rozumiem, czemu nie mogę wywołać moich iluzji - westchnęłam głośno, a po chwili cisnęłam błyskawicą, która wyleciała przez okno i trafiła w pobliskie drzewo - Inne płomienie działają - dodałam, a w oczach Reborna mogłam dostrzec przez chwile przebłysk strachu - mentalnie szczerzyłam się od ucha do ucha - Coś nie tak? Myślałam, że to też wiesz - reakcja Reborna była mi już znana
- Mógłbym prosić o zdradzenie mi jeszcze czegoś o sobie? - zapytał
- Prosić możesz, ale czy ci powiem zdecyduje sama - powiedziałam - Jak chcesz się czegoś dowiedzieć pytaj mojej matki - dodałam nie chętnie - W końcu to ona mnie rodziła i wychowywała, wie o mnie wszystko
- Nawet wie o mafii? - zapytał
- Jak miałaby nie wiedzieć o czymś tak błahym jak mafia - porównałam mafie do błahych spraw he, he - Czy coś nie tak Reborn-san? - mój głos był napakowany co raz większą ilością cukru
- Nie, nic - nie miał najmniejszego prawa mi podskakiwać - Nie długo mamy lecieć do Japonii w odwiedziny, więc popytam twoją matkę o te sprawy - lekko, ale jednak ścięło mnie z nóg.
*******************************
Tydzień później polecieliśmy do Japonii. Oczywiście moi strażnicy - oprócz Mukura - nie wiedzieli nadal, że jestem dziewczyną. Nie którzy z nich zostali we Włoszech inni zaraz po przylocie ruszyli do swojej rodziny, więc jak stwierdził Reborn "zostałam na lodzie". Z tego co słyszałam spotka mnie ten "zaszczyt" bycia chronionym przez Varię. Normalnie kiedy udawałam "beznadziejnego Tsune" trzęsłabym spodniami przed ich wizytą, ale teraz - cóż za paradoks - nie mogłam się ich doczekać, a szczególnie ich reakcji. Nie mogłam doczekać się tego jak Xanxus zareaguje na to, że przegrał z dziewczyną i nie mogę się doczekać ich min - szczeny aż do ziemi.Mieli podobno być już od jakiegoś czasu w Namimori i tu na mnie czekać, ale ani widu, ani słychu. Jak było w planach poszłam do domu, aby odwiedzić po roku moją kochaną mamę i przekazać jej, że Reborn chce się dowiedzieć więcej o mnie. Dlatego też musiałam jej wytłumaczyć co miało nie wyjść z jej ust i miała trzymać usta na kłódkę,a o czym mogła mówić ile sobie chcę. Po drodze - Reborn myślał, że nie zauważę - Reborn zostawił mnie samą i tak jak się spodziewałam znikąd pojawili się jacyś gangsterzy chcący mnie zabić. Ja szłam sobie jakby nigdy nic skręciłam w ślepy zaułek, a oni się cieszyli, że nie będzie żadnych świadków. Nagle usłyszałam ich śmiech, i że gdzieś padła moja stara ksywka "beznadziejny Tsuna". Obruciłam się jakby nigdy nic i spojrzałam na nich jak na głupków, bo na takich wyglądali.
- Czy to nie nasz stary znajomy Tsuna - powiedział ktoś z lekką kpiną w głosie
- Tak to na pewno on - potwierdził ktoś obok
- Przepraszam, ale znikąd was nie kojarzę - powiedziałam spokojnie
- On chyba nas nie rozpoznaję może czas mu przypomnieć - ktoś znów zadrwił. Zaczęli do mnie podchodzić z pałkami od baseball'a.
- Nie chcę zbędnych komplikacji - powiedziałam
- Że czego?- zapytał
- Komplikacja inaczej problem - wytłumaczyłam
- Ty sobie robisz z nas żarty Sawada - wkurzył się któryś - Załatwmy go i będzie po sprawie - rzucił do wszystkich
- Sami tego chcieliście - szepnęłam sama do siebie,a potem było słychać tylko dźwięk łamanych kości i krzyki bólu, melodia dla moich uszu. Gdyby ktoś to obserwował na pewno uznałby moje wyczyny za coś z matrixa, ponieważ skakałam jak główny bohater tego filmu. Po chwili już kończyłam z ostatnim - Ludzie, ale nudy nawet się nie opieraliście - zadrwiłam - Piesek Chiuaua mojej sąsiadki bardziej się bronił od was - powiedziałam i odeszłam. Wiedziałam, że obserwowała mnie Varia, ale chciałam okazać, że nie potrzebuje od nikogo żadnej pomocy i kropka.
Szłam sobie i nuciłam piosenkę "Bring me to life" , rozmyślałam sobie, co by było gdyby nie płynęła w niej Vongolska krew. po chwili pomyslała "byłabym taka sama". Bo co miało się zmienić, ponieważ została jeszcze rodzina mojej matki, która należała także do spraw tego pokroju tylko w tym wypadku chodziło o tzw. "Ród Wiedźm" lub jak nazywają to w Japonii "Klan Demonów".Rodzina mojej matki słynęła z umiejętności paranormalnych lub psychokinezy, czy jakoś tam. Rodzina mojej matki wywodzi się po części z Francji właśnie dlatego mam taki arogancki charakterek, który bardzo lubię. Właśnie dochodziłam do mojego domu gdy...
Ah, uwielbiam opowiadania tego typu! XD Czekam na więcej :3
OdpowiedzUsuńSwietne! No postaraj się i napisz coś dla nas.Masz dobry motyw coś innego:D
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział
OdpowiedzUsuń